Fot. Facebook/Lewica, Twitter/Krzysztof Stanowski

Co jest najważniejsze w wystąpieniu Jany Shostak, polsko-białoruskiej artystki i aktywistki, która opowiada o tym, jak strasznie żyje się teraz ludziom w reżimie Łukaszenki i prosi UE o wsparcie? Jeśli jesteście prostolinijni i myślicie, że może najważniejsza jest w tym sytuacja Białorusi, odpowiadamy: nie. Nie to. Najważniejsza jest sukienka i piersi Shostak.

REKLAMA
Pierwsza odsłona inby o sukienkę była już tutaj - w wykonaniu posłanki Anny-Marii Żukowskiej - a teraz swoje trzy grosze postanowił dorzucić także dziennikarz Krzysztof Stanowski:
"Tak miała dostosowany ten strój, że wszyscy mówią o jej piersiach. Bliżej temu strojowi do stroju Borata niż do elegancji" - napisał Stanowski.
I wiecie co, nie wiemy już, jak to skomentować. Jesteśmy za to przekonani, że Shostak - nawet, jeśli celowo nie przemawiała w grzecznej koszulowej bluzce i pancernym push-upie (podejrzewamy, że artystka i performerka ma przemyślane to, w jakim stroju gdzie wystąpi) - chciała przyciągnąć uwagę do problemów w Białorusi, a nie do swojej sylwetki.
A dla was nowszą i ważniejszą informacją niż to, że komuś widać sutki - dla tych, którzy nie wiedzą: wszyscy je mamy, możecie sobie w lustrze zobaczyć! - będzie to, co na konferencji Lewicy Shostak powiedziała o sytuacji graniczącego z nami kraju. Czyli to:
- Jesteśmy zmęczeni do cna, prosimy o wsparcie, realne wsparcie od Unii Europejskiej - mówiła. - Całe społeczeństwo jest na tyle zastraszone, że boi się zmienić zdjęcie na Facebooku, boi się rozmawiać ze swoimi rodzinami na temat tego, co się dzieje.
- Każdy i każda z nas, dzień w dzień, słyszy o kolejnych śmierciach w więzieniach. To przeraża nas wszystkich. Wysyłamy sygnał SOS, koniec milczenia. Chcemy wsparcia, bo inaczej te osoby, które znajdują się teraz na terenie Białorusi, reżim po prostu zabije - tłumaczyła dalej aktywistka.
- Nie jestem tylko swoim głosem, jestem głosem setek ludzi, którzy pomagają w poczuciu solidarności - wyjaśniła, uprzedzając głupie myśli wszystkich, którzy sądzą, że ktoś opowiada na konferencji o strasznej sytuacji swoich rodaków po to, żeby się pochwalić cyckami.
- My już nie możemy milczeć, wszystko, co nam pozostaje, to minuta krzyku. Mam nadzieję, że wszyscy i wszystkie z nas na swój sposób zakrzyczymy - zakończyła Shostak, a potem zaczęła swój performatywny, trwający minutę krzyk.
A do tych, którzy dzięki sukience Jany zainteresowali się sytuacją mieszkańców Białorusi - można ich realnie wspomóc zamiast dumać nad sutkami.
logo
To jest ASZdziennik, ale to wszystko prawda.