Fot. YouTube/Rafał Ziemkiewicz

Kiedy zaczniemy dopłacać do cycków? - oto tytuł nowego filmu na vlogu Rafała Ziemkiewicza, który postanowił pochylić się nad nowym projektem ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego, a w szczególności nad opłatą reprograficzną. Co ma piernik do wiatraka, a uregulowanie statusu artysty - do cycków? Już tłumaczymy.

REKLAMA
Ziemkiewicz, odnosząc się do opłaty reprograficznej (kwoty pobieranej przez budżet państwa od producentów elektroniki), oznajmił:
- Zdecydowanie więcej ludzi używa sprzętu elektronicznego do oglądania gołych bab. I też im za to nie płacą. W związku z tym nałóżmy na każdy telewizor, każdy smartfon, każde urządzenie elektroniczne opłatę za cycki. I dopłacamy tym pannom, żeby miały na silikon. No bo one też mają ważką funkcję społeczną, leczą w końcu frustracje seksualne.
Jak dodaje następnie we wtrąceniu, które wydaje się być skierowane personalnie do nas, wywód zawiera ironię. Odnotowujemy to, żeby być uczciwi.
Wciąż nie do końca rozumiemy analogię, którą wyprowadził pan Rafał, znany fan pięknych kobiecych biustów. Rozumiemy za to, że - podobnie jak wiele innych osób - nie do końca czai, o co chodzi z opłatą reprograficzną i ustawą o zawodzie artysty.
To niekoniecznie jego wina, bo przekaz na ten temat w mediach jest niejasny i w wielu miejscach opiera się na straszeniu, że smartfony podrożeją, a aktorzy-celebryci nachapią się za nasze pieniądze. Do tego rzeczniczką ustawy została - dlaczego?! - Ilona Łepkowska. Ale to my może, jako znany portal fact-checkingowy, wyjaśnimy:
1. Ustawa pozwoli artyście, który nie jest zatrudniony na umowę o pracę/zlecenie ani nie ma własnej firmy, odprowadzać składki na ZUS i NFZ - a jeśli zarobi mniej niż 80% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, państwo pokryje mu część opłaty za składki. Oto te słynne kokosy dla artystów, wydarte z gardła przeciętnemu Polakowi.
2. 54% artystów pracuje dziś w ramach umowy o dzieło, a 30% - bez żadnych umów. Projektowy tryb pracy jest wpisany w wiele artystycznych zawodów, ale dlaczego ktoś ma przez to nie otrzymać świadczeń zdrowotnych albo emerytury jak reszta z nas?
3. Przytłaczająca większość artystów nie zarabia jak Janda, Gajos czy inna Ilona Łepkowska. Raczej - zwłaszcza w dobie pandemicznych obostrzeń - trudno im związać koniec z końcem. Według statystyk 60% z nich zarabia poniżej średniej krajowej, a 30% - poniżej płacy minimalnej. Nie wynika to z tego, że są niekompetentni albo robią szajs. Po prostu w branży sztuki stawki często są niskie, a sama praca - nieregularna.
4. Wciąż pokutuje myślenie o artyście jako o wyklętym wolnym ptaku, który nie żyje chlebem, lecz sztuką, i jak Norwid głoduje w podartym płaszczu, pochłonięty Muzą. To trochę słabo, bo osoby, które tworzą literaturę czy muzykę też chcą kiedyś mieć emeryturę, a w razie choroby móc iść do publicznego szpitala. Być może Chopin nie umarłby na gruźlicę, a Wyspiański na syfilis, gdyby mieli normalne ubezpieczenie NFZ.
5. Opłata reprograficzna już jest pobierana w Polsce - tyle że od płyt CD, DVD, kserokopiarek, skanerów, faksów czy kaset VHS (lol). Teraz rząd chce rozszerzyć ją o sprzęty takie jak komputery, tablety, dyski twarde. Najwyższa możliwa opłata wyniesie 4% - i tak na przykład producent elektroniki za każdy podstawowy dysk SSD o pojemności 250 GB (znalazły się w "najdroższej" grupie) odprowadzi do budżetu państwa 5-7 złotych.
6. Opłata reprograficzna nie obejmie smartfonów, to mit.
7. Opłatę reprograficzną odprowadza producent, a nie konsument. Zapewne może ona zostać wykorzystana przez wielkie firmy jako pretekst do podniesienia cen sprzętu, ale o to może można by się jednak zezłościć na korpo od elektroniki, a nie skrzypka czy aktorkę z 2500 zł na UoD.
A przynajmniej tak sobie myślimy.
To jest ASZdziennik. To wszystko prawda.