
O heroicznych wyczynach Mateusza Morawieckiego, premiera Polski, wiemy wiele. Znane są choćby historie o tym, jak cudem uniknął śmierci, gdy uciekał po rusztowaniach przed PRL-owską milicją, albo też - choć zdrożony - w piątek odmówił zjedzenia mięsa w pierogach i tylko obgryzał ciasto. Teraz do wyczynów premiera doszedł kolejny: maturalny.
REKLAMA
Na egzamin dojrzałości jeździł karetką, aby przechytrzyć PRL-owski reżim.
Jak wyznał premier w wywiadzie z wp.pl, obawiał się, że w czasie matur zatrzyma go SB, co uniemożliwiłoby mu podejście do egzaminu. Na szczęście premierowi - i jego mamie - udało się oszukać służby za pomocą sprytnego fortelu.
- Mama ze znajomymi lekarzami załatwiła mi przed maturą pobyt w szpitalu. Na egzaminy podwożono mnie karetką pogotowia. Ostatnie przygotowania do egzaminów miałem więc w szpitalnym łóżku - opowiedział Morawiecki.
- Zapewniam jednak, że żadnych kroplówek czy innych środków, mogących się kwalifikować jako dopingowe, mi nie dawali… - zażartował premier. - Podstawili jednak transport na miejsce, a w drodze na egzaminy miałem zmotoryzowaną opiekę medyczną. Służbie zdrowia za ten komfort jestem do dzisiaj bardzo wdzięczny.
Kochani maturzyści, nie wiemy, jakim środkiem transportu wy docieracie na egzaminy i czy mama musiała wam załatwić takie zabezpieczenia jak prezesowi rady ministrów.
Ale mamy nadzieję, że wszystkim wam pójdzie super.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
