
Listy demaskujące pedofilów w parafiach, pisemne zeznania świadków, a nawet zapisy rozmów kardynałów z papieżami - to tylko niektóre źródła popiołu, jakim dziś księża posypią głowy wiernym w kościołach. Episkopat poinformował, że ze spalonych dokumentów udało się uzyskać ponad 100 ton popiołu.
REKLAMA
- Nie chodzi tu o bicie rekordów, ale biskupi lubią zdrową rywalizację między diecezjami - przyznaje proboszcz, który dziś nad ranem dostarczył do kurii 10 worków pełnych popiołu ze spalonych listów.
Najlepiej palą się dokumenty, które od dekad leżakowały nieruszone.
- Suchy, pożółkły papier spala się niezwykle szybko i daje dobrej jakości popiół - rekomenduje proboszcz. - Dobrze też, jeżeli do paleniska podejdzie ktoś z mocnymi płucami i dmuchnie, by ogień się rozbuchał: najczęściej pomagają politycy i członkowie organizacji, które nie są finansowane przez Kreml.
Są nawet księża, którzy eksperymentują ze składem popiołu: dorzucają do paleniska konwencję o zapobieganiu przemocy wobec kobiet, "Harry'ego Pottera", podręczniki do edukacji seksualnej i prawa człowieka.
Nadal nie wiadomo, która diecezja zbierze w tym roku najwięcej popiołu. Są jednak duchowni, którzy nie mają szans na rekord.
Na szarym końcu rankingu znajduje się sam Stanisław Dziwisz. W tym roku nie spalił ani jednego listu. Z przykrością stwierdził, że nie przypomina sobie, żeby jakieś kiedykolwiek dostał.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
