
Jest styczeń, nad Polskę dotarł chłodny front znad Syberii i cały kraj spowił zimny, biały puch. Teraz można w nim robić orły, lepić bałwana i zjeżdżać z pagórków na pupie. To piękny dzień dla dwuletniego Marcela z Warszawy, a także wielu innych dzieci.
REKLAMA
Bo właśnie po raz ostatni zobaczyły śnieg.
- Śnieg jest ogromnie ekscytujący - mówi Marcel w rozmowie z naszą redakcją. - Widzę go pierwszy w życiu, ale wiem, że rok 2020 był najcieplejszy w historii pomiarów, a lepiej już nie będzie. Dlatego nie nastawiam się, że jeszcze kiedyś przydarzy mi się to szczęście.
Dwulatek zdradził nam też receptę na to, jak zachować pogodę ducha mimo trudnej świadomości, że w przyszłości czekają go już raczej tylko susze, niebotyczne ceny żywności, a w dorosłym życiu prawdopodobnie jakaś wojna o wodę. Jak mówi:
- Zamiast darcia szat polecam pogodną rezygnację. I tak nie zmuszę światowych mocarstw i chciwych korporacji do tego, aby zaczęły dbać o planetę i tak powstrzymały katastrofę klimatyczną. Dlatego osobiście zawczasu staram się chwytać dzień.
Jak dowiaduje się ASZdziennik, Marcel oprócz dnia złapał dziś już trzy zające i rodzice pozwolili mu siedzieć na ziemi na pupie przez całe siedem minut.
- To jego ostatni śnieg, więc niech się nacieszy - komentuje jego mama. - Owszem, pewnie można będzie jeszcze trafić na jakiś w Alpach czy gdzieś, ale w obliczu kryzysu gospodarczego oraz rosnących cen za mieszkania prawdopodobne, że jako rodzina już nigdy nie wybierzemy się w takie drogie, egzotyczne miejsce.
Co więcej, kwestia śniegu wprowadziła wśród najmłodszych kompletnie nowy rodzaj uprzywilejowania, biegnący w poprzek tradycyjnych podziałów na Polskę A i B.
Bo te z Wrocławia są już przegrane, ale na Podlasiu może jeszcze z raz się trafi.
To jest ASZdziennik, ale spadł śnieg.
