
Podczas gdy rząd robi, co może, by edukatorzy seksualni nie uczyli przedszkolaków masturbacji, złośliwe społeczeństwo wciąż stara się storpedować te starania. Właśnie powstała nowa polska aplikacja "Co z tym seksem", która ma na celu rzetelną edukację seksualną. Opisujemy ją rzecz jasna tylko po to, aby was przed nią przestrzec.
REKLAMA
Aplikacja jest dziełem Kasi Koczułap, psycholożki i seksuolożki. Jak dotąd edukowała ona głównie na swoim Instagramie - platformie dostępnej dla wszystkich, także nastolatek (które, jak wiemy z TV Trwam, powinny raczej spędzać czas na pielgrzymkach i modlitwie, a nie na lekturze takich treści).
Jak na razie w apce za darmo dostępne są tematy "Świadoma zgoda" i "Pierwszy raz", co zachęca młodzież do świadomego seksu niosącego ze sobą radość i przyjemność. Każdy z działów zawiera intro, moduł "Musisz to wiedzieć", FAQ, a także - o zgrozo - zadania. Apka zawiera też kontrowersyjny (już płatny) dział o seksie analnym. Jest on opatrzony prowokującą grafiką brzoskwinki, która przywodzi na myśl zakazany owoc w Raju.
Po uważnej lekturze możemy stwierdzić, że oba darmowe moduły są bardzo niekompletne i brakuje w nich podstawowych informacji. Nie ma tam nic o grzechu, czystości przedmałżeńskiej ani otwarciu się na dar życia w postaci niechcianej ciąży.
Jak dowiaduje się ASZdziennik, wśród przeciwników nowej aplikacji są już Przemysław Czarnek, Kaja Godek, Magdalena Ogórek i Episkopat Polski.
My również nie możemy przejść do porządku dziennego nad istnieniem takiej aplikacji - po polsku, przejrzystej, napisanej perfidnie zachęcającym jasnym językiem. Pragniemy gorąco zaapelować: nie instalujcie jej.
A już na pewno nie pokazujcie nastolatkom.
To jest ASZdziennik, ale apka "Co z tym seksem" istnieje naprawdę i można ją pobrać w Google Play.
