
"Panie Premierze, stało się. Od jutra zepsuję Panu statystykę" - tak zaczyna się przejmujący list pani Jolanty Gajęckiej, dyrektorki szkoły podstawowej w Krakowie. Przytoczymy go w całości, bo choć jest adresowany do premiera, to szczerze wątpimy, że go przeczyta. Buduje pewnie teraz jakiś maszt czy coś.
REKLAMA
Poprzedni minister edukacji Dariusz Piontkowski zapewniał, że szkoły są bezpieczne, bo "budynki nie zarażają". Obecny minister walczy z "zarazą", ale tą "tęczową". Premier pokazuje na smartfonie filmiki w Sejmie i buduje maszty, a jego przyjaciele polecają jedzenie jabłek. Andrzej Duda... nie wiemy co robi, ale pewnie coś z oposami.
Wiemy, że w tym znakomitym towarzystwie relacja jakiejśtam nauczycielki z Małopolski wypada pewnie dosyć blado, ale mimo to zachęcamy, by przeczytać całą.
Z powodu pandemii, pani Jolanta musiała zawiesić zajęcia w szkole.
- Przykro mi, ale na potrzeby czwartkowej konferencji prasowej, musi pan stworzyć nową kategorię, bo nie wpiszemy się w dotychczasowe - o nas ani zdalna, ani hybrydowa... w klasach 4-8 praktycznie ŻADNA! - czytamy we wpisie.
Dalej pani Jolanta porównuje pracę w szkolę do wojny i w tej sytuacji nie brzmi to wcale patetycznie
- Przy okazji muszę Panu coś jeszcze uświadomić - czytamy w liście. - Może Pan szerzej otworzy oczy i to dostrzeże - o zdalnej edukacji, nawet w wydaniu tak bardzo partyzanckim, jak na wiosnę, może Pan zapomnieć. Czemu? Wtedy zamknął Pan w domu zdrowych ludzi, którzy chwycili co mieli pod ręką i w imię wyższych idei i poczucia obowiązku, przenosili XIX-wieczną szkołę w XXI wiek. Partyzanci, ale zdrowi partyzanci.
- Teraz połowa partyzantów leży w szpitalach polowych i nie nadaje się na tę wojnę. Pomyślał Pan o tym wymyślając tę swoją strategię dla edukacji i ogłaszając ją w pełnym wakacyjnym słońcu? - pyta pani Jolanta
Wątpimy, by pani Jolanta doczekała się odpowiedzi. A jeżeli już, to premier pewnie obrazi się i szkoła pani Jolanty nie dostanie pewnie nawet masztu.
To jest ASZdziennik, ale nic nie zostało zmyślone.
