
Każdy z nich przez całe dnie mówił tylko o seksie, także homoseksualnym - tak motywy swojego ataku tłumaczą uczestnicy bójki podczas blokady Marszu Równości w Krakowie. Ponad 60 mężczyzn doznało ciężkich uszkodzeń ciała po ataku homofobów na homofobów. Mężczyznom nie spodobało się publiczne epatowanie orientacją seksualną.
REKLAMA
W bójce wzięli udział członkowie kilku organizacji narodowych z Małopolski. Zarzewiem konfliktu były wulgarne okrzyki, którymi w pewnym momencie zaczęli obrzucać się uczestnicy demonstracji anty-LGBT.
- Jak grupa facetów obnosi się ze swoją seksualnością i paraduje w centrum miasta, to nie jest to normalne - przyznaje Krzysiek, który pobił swojego kolegę z osiedla za okrzyk "chłopak, dziewczyna, normalna rodzina".
Uczestnicy zajścia twierdzą, że doszło do prowokacji. Trwają wewnętrzne śledztwa, które mają wyjaśnić, kto wmanewrował ich w środowisko, w którym obracają się głównie mężczyźni, którzy obnoszą się ze swoją orientacją seksualną.
Wielu agresorów zapowiedziało już, że nie zamierza składać doniesień o popełnieniu przestępstwa - dowiaduje się ASZdziennik.
- Dałem sobie w ryj pierwszemu, bo od paru lat nie mogę przestać myśleć o seksie dwóch facetów - podkreśla ze skruchą Romek, wiceprezes jednego z małopolskich oddziałów ONR.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
