
86-letnia pani Jadwiga zgodziła się odebrać 10-letniego wnuczka Leosia ze szkoły, a potem przyjąć go u siebie w mieszkaniu i ugotować mu pyszny obiadek, dopóki rodzice nie wrócą z pracy. Przedtem poprosiła tylko o chwilę spokoju, by mogła domknąć wszystkie swoje sprawy.
REKLAMA
- Nigdy nie paliłam, to będzie pierwszy i ostatni - mówi nam pogodzona z losem pani Jadwiga, wyciągając z czerwonej paczki swojego pierwszego w życiu papierosa. - Leoś ma jutro pięć lekcji, więc do południa mam czas, żeby zdecydować, kto dostanie biżuterię po prababci, a kogo poproszę, by zaopiekował się Fisią - mówi, głaszcząc swoją ukochaną kotkę.
Pani Jadwiga zgodziła się bowiem pomóc swoim zapracowanym dzieciom.
Po lekcjach przyjedzie do szkoły, odbierze z niej swojego wnuczka, a potem zaprowadzi go do siebie i poda pyszny, ciepły obiadek. Gdy Leoś będzie zajadał, znajdzie czas na porządki w szafach: chce oddać większość ubrań potrzebującym, bo jej już się pewnie nie przydadzą.
- Potem odrobimy razem lekcje - mówi nam pani Jadwiga, która właśnie zebrała wszystkie swoje dokumenty bankowe do jednej teczki, by rodzina miała łatwiej. - Chciałam z nim przerobić "Treny", ale poczytamy coś Twardowskiego, bo chyba nikt dzisiaj o nim nie pamięta.
Później może pójdą na spacer. Leoś dawno nie był z babcią w kościółku, a drugiej okazji może już nie być. No a potem, jak Leosia odbiorą rodzice, spisze testament.
- Ta dwójka antymaseczkowych zjebów wierzących w "plandemię" trochę się zdziwi - zdradza nam babcia, odpalając od papierosa ślubną fotografię rodziców Leosia.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
