Fot. Wikimedia Commons

Po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich na Białorusi cały kraj ogarnęła fala protestów przeciwko ubiegającemu się o reelekcję Alaksandrowi Łukaszence. Prezydent przyznaje, że nie do końca rozumie, dlaczego.

REKLAMA
Łukaszenka dał sobie w exit poll niemal 80 procent głosów. Swojej głównej kontrkandydatce Swiatłanie Cichanouskiej przyznał 6,8 procent, choć mówi się, że tak naprawdę przegrał z nią stosunkiem głosów 1 do 5.
Kiedy na ulicę wyszli oburzeni Białorusini i doszło do brutalnych starć z milicją, dyktator zastanawiał się, czy popełnił jakiś błąd.
- Może powinienem był dać sobie mniej procent, tak z sześćdziesiąt? - głośno myślał polityk. - Czy wtedy ludzie zareagowaliby mniej nerwowo?
Łukaszenka dziwi się też, dlaczego ludzie, którzy żyją pod jego dyktaturą od 26 lat i mogą mieć tyle wódki i ziemniaków, ile tylko zdołają kupić za 600 zł miesięcznej pensji, nagle zdecydowali się wzniecać jakieś bunty. Przecież mogą chyba wytrzymać kolejne pięć lat. Lub kadencji.
- Czy nie mogą zostać w domach i poddać się rządom żelaznej ręki demokracji? - dopytuje prezydent?
To jest ASZdziennik, ale Alaksandr Łukaszenka naprawdę sfałszował wybory prezydenckie.