
Minister edukacji Dariusz Piontkowski zapowiedział dziś, że od września dzieci i młodzież powrócą do szkół normalnie, bez maseczek i dystansowania społecznego. Czy jednak oznacza to, że w polskich szkołach nic się nie zmieni? Nie całkiem. Jak dowiaduje się ASZdziennik, rewolucja nastąpi m.in. w obowiązkach klasowych dyżurnych.
REKLAMA
Teraz obok chodzenia po kredę, ścierania tablicy i podlewania paprotki dyżurni będą mieli nowe, odpowiedzialne zadanie - obsługę klasowego respiratora.
- To kwestia zdrowia publicznego, ale nie tylko. Dzieci i młodzież dzięki temu nauczą się programować złożony sprzęt medyczny - zachwala Dariusz Piontkowski, który chce wciągnąć w swój nowy program "Dyżur dla życia" także Ministerstwo Cyfryzacji.
Obecność Łukasza Szumowskiego na konferencji wskazuje na to, że Piontkowski Ministerstwo Zdrowia ma już po swojej stronie.
- Obsługa respiratora będzie cennym przygotowaniem do zawodu lekarza i zachętą, by po maturze kontynuować studia medyczne - powiedział Szumowski. - Warto, by przyszli medycy już w szkole oswoili się z obciążeniem psychicznym związanym z faktem, że pacjent umiera im na stole. To znaczy, tfu, na ławce na holu.
Nie wszyscy są jednak takimi optymistami. Jak przypuszczają malkontenci, nowa polityka ministerstwa poza korzyściami może przynieść także niepożądane skutki - na przykład prowadzić do krwawej vendetty za dawne uwagi, jedynki i zagrożenia.
- Co będzie, gdy pod szkolny respirator trafi nielubiana pani od fizyki? - pytają już na Twitterze politycy opozycji, którym oczywiście ciągle się coś nie podoba.
Wciąż nie wiadomo tylko dwóch rzeczy: kiedy respiratory trafią do szkół i czy będą mogły być podłączone do prądu.
Bo taki drogi sprzęt dzieciaki pewnie zepsują.
To jest ASZdziennik, ale dzieci we wrześniu naprawdę mają wrócić do szkoły bez maseczek.
