
Uważajcie na siebie i sprawdźcie, czy wasi bliscy z Warszawy są bezpieczni. Wczoraj w godzinach wieczornych w stolicy doszło do aktu homoterroryzmu. 28-letnia lesbijka rozpyliła śmiercionośny brokat i zabójcze konfetti, boleśnie raniąc wielu, a zwłaszcza uczucia kołtunów i homofobów.
REKLAMA
Wiele wskazuje na to, że homoterrorystyczny zamach był powiązany z obroną konwencji stambulskiej. Jak powiedział o niej proroczo wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski, "to dokument, który jest lewicowym, tęczowym, homoseksualnym narzędziem do wprowadzania terroru w szkołach". Jak okazało się wczoraj - nie tylko w szkołach.
Do sytuacji doszło na prawym brzegu Wisły. To tam terrorystka przyniosła całą fiolkę brokatu, aby bestialsko rozdmuchać ją w powietrzu pośród niczego nieświadomych normalnych ludzi. Według relacji świadków drobiny osiadły na wielu heteroseksualnych osobach i parach, a nawet - ponoć - na jednym dziecku (!).
Jak informuje warszawska policja, 28-latka próbowała bronić się, że miała urodziny, tak jakby każdy mógł sobie w urodziny robić homoterrorystyczne zamachy. Funkcjonariusze nie dali się jednak nabrać na te plewy.
- Zgromadzony materiał dowodowy pozwolił jednoznacznie sklasyfikować incydent jako akt homoterroryzmu - mówi ASZdziennikowi rzecznik Komendy Stołecznej. - Oprócz brokatu na miejscu zdarzenia odnaleźliśmy także balon z jednorożcem o grzywie w kolorach tęczy, a z JBL-a leciał utwór "Living Room" formacji Tegan and Sara.
O współudział w zamachu podejrzewane jest pięć kobiet, które rzekomo "bawiły się na imprezie" razem z groźną terrorystką. Wciąż trwa natomiast poszukiwanie oraz identyfikacja ofiar. Jak na razie udało się ustalić i potwierdzić tożsamość jednej.
Poznanej już nad Wisłą 25-latki, która poszła z homoterrorystką do domu.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty (poza tym z Romanowskiego) i wydarzenia zostały zmyślone.
