
Heroiczną postawą, silną wolą i samozaparciem wykazała się 56-letnia Anna z Wielkopolski. Jak dowiaduje się ASZdziennik, 56-latka odwiedziła właśnie swoją dorosłą córkę w jej domu. Wizyta przebiegła miło i spokojnie, córka podała kawę i florentynki, a matka nie zrobiła jej ani jednej uwagi o tym, jak można żyć w takim syfie.
REKLAMA
Wielkopolanka wysiedziała bez ani jednego komentarza o brudzie, bałaganie i ogólnym rozpiżdżeniu całe dwie godziny i czternaście minut.
- Wiem to, bo mierzyłam - mówi Anna, która od teraz dobrze wie, jak trudno jest przez ponad dwie godziny toczyć swobodną rozmowę, gdy przed oczami wirują człowiekowi obrazy smug na lustrze, okruchów na blacie i zacieku od zupy na płycie indukcyjnej.
Jak przyznaje 56-latka, do wpadki było blisko. Feralny moment nadszedł, kiedy jej córka Ola po półtorej godziny poszła do łazienki. Wiedziona pierwotnym instynktem matka sięgnęła po krzesło, wspięła się nań i sprawdziła to, o czym myślała od początku: czy jej córka ma ten taki tłusty kurz na szafkach w kuchni.
-. Już-już chwytałam szmatkę, ale przypomniałam sobie, że może Ola sobie tego nie życzy - opowiada kobieta, która na szczęście zreflektowała się w porę, żeby odstawić krzesło na miejsce. Co więcej, powstrzymała się też od umycia okien, wymopowania podłogi i otwarcia lodówki, żeby sprawdzić, czy półki wymyte.
- Ja już się nie wtrącam. Jak zachoruje na salmonellę albo astmę od tego kurzu, to jest jej wybór - mówi 56-latka ze spokojem, którego nie powstydziłby się mistrz zen.
To jednak dopiero początkowe kroki na jej drodze do dobrych relacji z dziećmi i pierwsza runda w grze w milczenie.
Bo w przyszłym tygodniu jedzie do syna.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
