
Artyści i agencje koncertowe robią co mogą, by przetrwać wciąż obowiązujące ograniczenia w organizowaniu imprez masowych. Minifestiwal samochodowy pod Poznaniem można zaliczyć do udanych, poza drobnym incydentem. Z ponad 350 aut, które rozkręciły pogo na koncercie drive-in, aż 268 nadaje się tylko do kasacji.
REKLAMA
Do zdarzenia doszło podczas koncertu lokalnego zespołu punkrockowego Blizna.
- Tylko usłyszałem intro do "Ulicznej wojny", ich największego hitu z SoundClouda, wrzuciłem wsteczny i przejechałem na tylne rzędy - mówi Tomek, który koncertu słuchał z wnętrza swojego Fiata 500. - Wolę nie ryzykować wybitych świateł i złamanych wycieraczek.
Szybko okazało się, że Tomek podjął słuszna decyzję.
Już przy zwrotce pod sceną zaczął formować się okrąg, który wraz z dynamicznym i melodyjnym refrenem z hukiem zapełnił się ponad setką aut. Organizator wyraźnie zakazał crowdsurfingu, ale emocje kierowców, dla których był to pierwszy koncert na żywo od marca, wzięły górę.
- Zgubiłem kołpaki i rozje*ałem sobie maskę, ale było zajebiście w ch*j - mówi nam jeden z fanów punk-rocka spod Poznania. - Chłopaki na żywo dają radę, mam nadzieję, że na następny koncert wjadę do klubu.
- Nie planowaliśmy tego, ale stanęliśmy obok ekipy SUV-ów i minivanów, i jakoś tak poniósł nas tłum - mówi nam ekipa z sedanów.
Na miejscu pracują służby, które nożycami do cięcia metalu powoli uwalniają kolejnych uczestników festiwalu. Szacuje się, że opuszczą teren imprezy jeszcze w tym miesiącu.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
