Fot. 123rf.com

Czegoś chyba nie doczytała. Agnieszka z Wrocławia po trzech latach stosowania diety fleksitariańskiej zauważyła, że musiała coś pokręcić. Podczas zawijania schabu w boczek na lekki obiad w upalny dzień dotarło do niej, że chyba wyeliminowała z diety już wszystkie warzywa.

REKLAMA
Wszystko zaczęło się w 2017 roku, kiedy na jednym z blogów kulinarnych Agnieszka przeczytała o elastycznym trendzie żywieniowym. 25-latka już dawno myślała o ograniczeniu mięsa, więc fleksitarianizm brzmiał jak strzał w dziesiątkę.
- Czasami wolnością można zachłysnąć się jak niedogotowanym bobem - twierdzi Agnieszka, która bez wytyczonych restrykcji i ograniczeń z każdym dniem była coraz bardziej flexi, ale niestety - nie w tę stronę, co trzeba.
O tym, że Agnieszka źle zinterpretowała założenia fleksitarianizmu, przekonali się jej koleżanki na ostatnim sobotnim grillu.
- Ja miałam przynieść wino, Paula kiszkę ziemniaczaną, a Agnieszce, jako flekistariance, powierzyłyśmy zrobienie sałatki - mówi nam znajoma Agnieszki. - Nie wiedziałam, że wieprzowo-wołowe mięso mielone dzięki dwóm czubatym łyżkom smalcu i odrobinie pokruszonej kaszanki tak doskonale komponuje się ze śląską pokrojoną w kostkę.
Czerwona lampka zapaliła się Agnieszce dziś, podczas robienia obiadu.
Agnieszka nafaszerowała 2-kilogramowy płat schabu jednym ząbkiem czosnku, owinęła całość w plastry bekonu i dumna ze swojego fleksitariańskiego dania pochwaliła się nim na Fejsie.
- Po 481 postach w gównoburzy uznałam, że reszta członków grupy "Fleksitaranizm: pyszne i zdrowie przepisy" może mieć odrobinę racji - przyznaje Agnieszka. - Postanowiłam to zmienić i ustaliłam ze znajomymi flekistarianami, że na następnym grillu każdy przyrządzi swoje ulubione, pokazowe dania fleksi.
Agnieszka umówiła się już ze znajomymi na jutrzejszy wieczór. Będzie wino, muzyka, gry towarzyskie i pyszne flexijedzenie.
Niestety: jak ustaliliśmy, każdy liczy, że warzywa przyniesie ktoś inny.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.