Fot. 123rf.com

"Od najbliższego poniedziałku zapraszam Was ponownie do biura" - przeczytała 23-letnia Dagmara w mailu od swojego szefa, który do pracy dojedzie własnym autem, a w biurze odizoluje się od openspejsa we własnym gabinecie. A nawet jakby coś, to ma przecież ubezpieczenie zdrowotne i umowę o pracę.

REKLAMA
Szef Dagmary nie miał zaufania do pracowników, którzy nie daj Boże mogli pracować na leżąco, a tulenie zwierząt domowych zaburzało ceremonię wypełniania raportów kwartalnych w Excelu.
Codzienne 2-godzinne wideocalle na Zoomie to nie to samo, co codzienne 2-godzinne konfy w realu w 20-osobowej sali konferencyjnej.
Choć i jedno i drugie można zastąpić jednym mailem.
- I tak marnuję w pracy osiem godzin życia dziennie, więc utrata tych dwóch dodatkowych na dojazdy nie zrobi mi żadnej różnicy - wzrusza ramionami Dagmara, która na trasie dom-praca ma trzy przesiadki i 135 potencjalne kontakty z COVID-19.
Zakończenie home office w biurze Dagmary było tylko kwestią czasu. Pewnie wkrótce szef przywróci jej także 100% pensji. Dagmara liczy, że pełne wynagrodzenie zacznie otrzymywać lada rok.
Szef 23-latki sam postanowił zresztą dać dobry przykład swoim pracownikom.
- Dołączę do was jak tylko wrócę z urlopu - dodał szef Dagmary w mailu wysłanym z pensjonatu w Jastarni. - Najpóźniej w połowie lipca, chyba że krzywa nadal będzie rosnąć.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.