Fot. 123rf.com

Trzydziestoletni Marcin z Warszawy lubi w teatrze wszystko: katarktyczne przeżycia, kontakt z kulturą, kimchi w Cool Cat TR i poczucie, że nie zmarnowało się piątku. Nie lubi tylko, jak ktoś się uprze, że on też ma być częścią performensu, za którego oglądanie zapłacił siedemdziesiąt złotych. Na szczęście z pomocą Marcinowi przyszedł koronawirus: w nowym reżimie sanitarnym nareszcie zabronili interakcji aktorów z publicznością.

REKLAMA
Jak poinformowali na konferencji ministrowie Gliński i Szumowski, rozwiązanie to co prawda może nieco ograniczyć wolność twórczą reżyserów, ale poza tym ma same zalety.
- Nie tylko zapobiegnie przenoszeniu Covid-19, ale też ograniczy ryzyko zawału serca u widzów. A o to nietrudno, jak siedzisz, oglądasz i tak nagle aktor coś od ciebie chce - wyjaśnił minister Gliński, który jest człowiekiem kultury, sam kiedyś był w teatrze i wie, jak to jest.
- Wspaniałe rozwiązanie - chwali rząd Marcin, który ostatnio bardzo cenił sobie to, że na spektaklach online nikt ze sceny nie kazał mu odpowiadać na trudne pytania, nie częstował go jedzeniem ani nie nakłaniał do wspólnej modlitwy.
Co ważne, Marcin nie jest jedynym zadowolonym teatromanem. Uszczęśliwiony decyzją rządu jest m.in. 35-letni Adam z Poznania, który do dziś po nocach obmyśla, jak mógł dowcipniej zareagować na zaczepkę aktora na spektaklu w 2011 r. Radości nie kryje też 26-letnia Ola z Krakowa, którą kiedyś jedna feministyczna performerka w teatrze zapytała "jak się czujesz?", a ona w szoku odpowiedziała, że chujowo.
Jak dowiaduje się ASZdziennik, z nowego zarządzenia rządu - chociaż po cichu, żeby nie było - cieszą się także aktorzy i aktorki.
Bo oni też mają dosyć wyciskania wody z kamienia, jakim jest ta cała publiczność.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone, ale teatry w nowym reżimie sanitarnym otwierają się od 6 czerwca.