
Istniały obawy, że w związku z pandemią koronawirusa nie będzie osób gotowych do pracy w komisjach wyborczych w trakcie zbliżających się wyborów prezydenckich. Na szczęście te lęki okazały się nieuzasadnione, bo chętni są. To pan Robert i pan Marcin.
REKLAMA
Obaj mężczyźni zdają sobie sprawę, że stają przed niełatwym zadaniem zastąpienia 32900 członków komisji, ale nie tracą optymizmu i zapału do pracy.
- Wiemy, że nie będzie lekko, ale cieszymy się, że możemy zrobić coś dla demokracji - mówi 55-letni pan Robert z Głogowa.
Razem z 28-letnim panem Marcinem z Poznania stoją przed nie lada wyzwaniem. Dwaj ochotnicy będą musieli pracować w 176 komisjach wyborczych jednocześnie, wspólnie otworzyć kilkanaście milionów kopert dotykanych przez kilkanaście milionów potencjalnie chorych osób i przeliczyć kilkanaście milionów głosów.
Termin zgłoszeń dla chętnych do pracy w komisji mija 10 kwietnia, więc możliwe, że ktoś jeszcze wspomoże pana Roberta i pana Marcina. Jeśli nie dla demokracji, to dla 350 - 500 zł wynagrodzenia.
To jest ASZdziennik. Tak naprawdę chętnych dopracy w komisjach jest ok. 7000.
