Fot. 123rf.com

Mogłoby się wydawać, że wraz z kolejnymi dniami pracy zdalnej relacje w nowych, domowych biurach będą układać się coraz poprawniej. Niestety, w wielu z nich nadal zdarzają się biurowe spięcia i niesnaski. Tak było dziś rano na home office Alicji i Kornela z Wrocławia. Mężczyzna podpisał mleko w biurowej lodówce, a żona i tak mu je wypiła.

REKLAMA
- Przyzwyczaiłem się, że w mojej pracy mleko znika jak sen złoty, ale nie myślałem, że na home office też tak będzie - żali się 30-letni Kornel. - I to mogła zrobić tylko moja żona, bo nie podejrzewam kota o to, żeby umiał odkręcić karton.
Jak dowiaduje się ASZdziennik, przyciśnięta do muru Alicja przyznała się do winy.
- Winię siłę przyzwyczajenia. W małżeństwie takie rzeczy są wspólne, ale zapomniałam, że od 9 do 17 jesteśmy w biurze - przyznaje wrocławianka. To średnie wytłumaczenie, bo po tygodniu pracy zdalnej powinna była już się przyzwyczaić.
Jej skrucha nie zmienia także faktu, że teraz Kornel nie tylko nie ma czego dolać do kawy, ale będzie musiał wyjść w ogarnięte pandemią miasto i kupić nowe mleko.
- A takie wycieczki to poważne zagrożenie dla zdrowia i życia - uważa 30-latek, który wie, że w normalnej sytuacji w coś takiego powinien już wkroczyć inspektor BHP.
Na razie jednak Kornel postanowił sam przedsięwziąć odpowiednie kroki i odstraszyć potencjalnych złodziei.
I następny karton podpisze "Uwaga, zakażone koronawirusem".
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone. #homeoffice2020