
Tylko w tym roku na terenie krajowych portów lotniczych doszło do 252 tragedii - poinformował Związek Lotnictwa Polskiego w komunikacie. 240 osób zginęło a 12 zostało ciężko rannych w wyniku dramatycznych pościgów za samolotem, którym odlatuje miłość życia. Najczęstsze przyczyny śmierci to potrącenie przez Airbusa A350 i postrzał przez służby ochrony lotniska.
REKLAMA
PZL ostrzega, że najwięcej nieszczęśliwych wypadków zdarzy się dzisiaj, a do końca roku bilans wyniesie ponad 2 tysiące ofiar. Scenariusz tragedii najczęściej jest taki sam - alarmuje Polski Związek Lotnictwa.
- Po wielu miłosnych perypetiach i wszelkich znakach na niebie i ziemi, że ewidentnie są sobie pisani, oboje godzą się z faktem, że ich związek nie ma jednak żadnej przyszłości - informuje patolog badający przypadki śmierci na lotniskach.
I wtedy upada pierwsza kostka domina tragedii.
- Kobieta przyjmuje ofertę pracy jako prawniczka w kancelarii swojego ex w Baltimore lub Phoenix i wysyła mu z lotniska SMS-a o treści "Nigdy cię nie zapomnę" - tłumaczy patolog. - Pięć minut później mężczyzna nadal słucha "With or Without You" U2, patrząc ponuro na spływające po szybie krople deszczu, i doznaje nagłego olśnienia.
W ciągu 10 sekund do przyszłego denata dociera, że bez niej jego życie jest w rozsypce, wybiega z mieszkania i łapie taksówkę z sympatycznym kierowcą, który brawurowo łamie wszystkie przepisy ruchu drogowego, byle tylko nie stanąć na drodze prawdziwej miłości.
PZL podkreśla, że 15 proc. przypadków śmiertelnych zdarza się już w drodze na lotnisko z powodu wymuszenia pierwszeństwa lub zignorowania czerwonych świateł. Strażacy muszą używać nożyc do cięcia metalu, by wydobyć z auta zwłoki.
- Ci, którzy przeżyją podróż, po dotarciu na lotnisko nerwowo patrzą na tablicę odlotów i okazuje się, że odprawa już się zakończyła, a samolot zaczyna kołować - tłumaczą patolodzy badający przypadki śmierci. - Przeskakują wtedy przez bramki z wykrywaczem metalu, i choć w pogoń za nimi rzuca się tuzin niezdarnych ochroniarzy, to zaplątują się w smycz sympatycznego labradora i komicznie wpadają na siebie, a ofiara wypadku wbiega na pas startowy.
Znieczulica na lotniskach jest tak wielka, że gapie biją ofiarom brawo, zamiast powstrzymać ich lub chociaż namówić, by nie narażali swojego życia i zdrowia - wynika z informacji zebranych przez PZL.
- Na płytę lotniska dociera tylko 6 proc. szaleńców - tłumaczą patolodzy. - W takich sytuacjach obowiązują jasne procedury bezpieczeństwa: gdy zachodzi uzasadniona obawa o przeprowadzenie zamachu terrorystycznego, służby ochrony lotnisk używają amunicji ostrej i mogą oddać strzał bez ostrzeżenia.
Ci, którzy nie poniosą śmierci na miejscu w wyniku rany postrzałowej, najczęściej kończą pod kołami Airbusa A350. Zdarzają się też przypadki spłonięcia od gorącego podmuchu z silników lub wessania i zmielenia przez śmigła.
Kobieta siedząca w samolocie nawet nie wie, że z miłości jej życia została już tylko mokra plama - twierdzą eksperci.
- A pomyśleć, że wystarczyłby zwrotny SMS o treści "hej, jak dolecisz to się odezwij, proszę" - zauważa PZL.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
