
Do tragicznego zdarzenia doszło pod Ciechanowem w obrębie Koła Łowieckiego "Darz Bór". 42-letni myśliwy przypadkiem postrzelił test Rorschacha. W rozmowie z policją tłumaczył, że zobaczył dzika.
REKLAMA
Niefortunny strzał padł w okolicy gabinetu psychologicznego, gdzie prywatną praktykę prowadziła dr Marzena Wojciechowska.
- Byłam w czasie sesji z pacjentem, a czasami Rorschach daje dobry wgląd w procesy myślowe - tłumaczy przewożona właśnie do szpitala psycholożka.
- Byliśmy już przy siódmym slajdzie, pacjent twierdził, że wyraźnie rozpoznaje w nim swoją mamę, gdy nagle padł strzał i usłyszałam zza okna krzyk "k*rwa, jaki dorodny!" - dodaje.
Gdy na miejsce przyjechała policja, mężczyzna tłumaczył, że na prywatną posesje pani Marzeny mógł wejść bez pytania. Pozwala mu na to nowelizacja prawa łowieckiego podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Przypomnijmy, że tzw. "lex Ardanowski" mówi, że kto "celowo utrudnia lub uniemożliwia wykonywanie polowania" podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Zdaniem myśliwego, to postrzelony test Rorschacha powinien odpowiedzieć za wtargnięcie mu pod lufę.
Myśliwy żąda także, by policja wydała mu postrzelony test Rorschacha do domu, gdyż ma już dla niego miejsce na ścianie, zaraz obok poroża byka i sarny. Nie przyjmuje do wiadomości, że atramentową plamę zabezpieczono już jako materiał dowodowy.
Bo upiera się, że nadal widzi tam dzika.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
