
Mateusz Morawiecki powrócił do swej kancelarii. Od progu poczuł swąd, jakby służby paliły węglem z importu. I krokiem powolnym, poważnym, milczącym zbliżyło się Widmo. Gdy podeszło bliżej, Mateusz Morawiecki zgiął kolano, ponieważ duch ten rozpościerał wokoło siebie postrach.
REKLAMA
Czarna maska przykrywała jego twarz zupełnie. Widać było tylko filtr pochłaniający pyły PM2,5 i PM10, spaliny kurz i 90 proc. innych zanieczyszczeń powietrza.
Gdy stanął przy Mateuszu, a ten usłyszał, że widmo miało płytki oddech, uczuł się przejęty strachem. Duch nie mówił ani słowa. Charczał i wskazał siną dłonią w kierunku Bełchatowa.
– Czyż się znajduję wobec Widma Przyszłości? – rzekł premier.
– Ekhe-ekhe, hhhh... Ekhe-krhhhrr, ekhe, khhe, khhh – odparło Widmo.
Duch tylko kaszlał i wskazał ręką na Kraków.
– Duchu przyszłości – zawołał premier. – Wiem, że idzie tu o moje szczęście, jestem gotów całem sercem towarzyszyć ci wszędzie. Prowadź mnie.
Wtem premier obejrzał się dokoła i poznał, że jest w 2050 roku. Globalna temperatura wzrosła o 1,8°C. Rafy koralowe ścigają się z niedźwiedziami polarnymi o to, kto wyginie pierwszy. Przez świat przetaczają się fale upałów, zabójcze dla ludzi i rolnictwa. Światowy poziom morza pozbawił miejsc do życia 30 mln ludzi. Produkcja żywności spada.
A Polska jest potęgą węglową.
– Dziękuję duchu – zawołał zlękniony premier. – A jednak warto było wyłamać się z neutralności klimatycznej.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
