
Żaden katolik nie powinien się w to bawić. Ateista zresztą też nie. Mowa o groźnych zabawach andrzejkowych w szkołach i przedszkolach, które wydają się tylko "niewinnymi wróżbami". Pod ich wpływem dzieci zaczynają wierzyć, że w przyszłości będą szczęśliwe.
REKLAMA
Zwykle zaczyna się niewinnie. Tak jak w przypadku 9-letniego Jasia z Warszawy, który błędnie odczytał kształt wosku lanego na wodę.
– To chyba pałac! Jak będę duży, będę mieszkał w najpiękniejszym i największym domu na świecie! – wołał uradowany Jaś, który za 20 lat będzie płacił 3000 zł za wynajem kawalerki na Żoliborzu. Plus opłaty licznikowe, żadnych zwierząt i proszę nie spraszać gości.
– Wyłowiłam kształt misia i żółwika! – woła 8-letnia Agatka. – To znaczy, że w przyszłości zobaczę z bliska wiele zwierzątek i będę je tulić! – dodaje, choć nie wie, że za jej życia wyginą pandy wielkie, a ostatni żółw morski zadławi się korkiem z plastikowej butelki.
Równie groźne jak lanie wosku jest zabawa w układanie butów. 10-letni Patryk, który wygrał tę zabawę, święcie wierzy, że z następnej klasówki dostanie piątkę (w rzeczywistości: niedostateczna, która pociągnie za sobą brak klasyfikacji do następnej klasy i przekreślone marzenia o dobrych studiach), a jego koleżanka, że jak będzie duża, to weźmie w Polsce piękny ślub (w rzeczywistości: związki partnerskie nadal nie będą zalegalizowane).
Zdaniem ekspertów, andrzejkowe wróżby są równie groźne dla dorosłych.
Macą 30-latkom w głowach, że w końcu doczekają się szczęścia wywróżonego w dzieciństwie.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
