
Do niecodziennej sytuacji doszło na starcie Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej do Częstochowy - poinformowała archidiecezja. Pątnicy nie usłyszeli sygnału o falstarcie i przeszli cały dystans na darmo. Zdezorientowani księża zostali w Warszawie.
REKLAMA
Z nieustalonych przyczyn kilka tysięcy pątników pokonało w ciągu jednego dnia 240 kilometrów, choć metropolita wielokrotnie usiłował zawrócić ich na miejsce zbiórki.
Świadkowie sugerują, że uczestnicy pielgrzymki pomylili bicie dzwonu na mszę z sygnałem do startu. Fotokomórka zainstalowana przy parafii wykazała, że pierwszy pątnik ruszył na Jasną Górę, zanim wybrzmiały ostatnie słowa Zdrowaś Mario.
– Pognali przed siebie, a metropolita nawet nie pobłogosławił ich na drogę – załamują ręce organizatorzy. – Połowę diecezji udało się zawrócić pod Grójcem, ale reszta dotarła aż do Częstochowy.
Pątnicy próbowali udowodnić, że pomodlili się za siebie nawzajem, a po drodze zostały odśpiewane wszystkie regulaminowe pieśni, ale metropolita był nieugięty. Nie znalazł innego rozwiązania, jak tylko potworzenie pielgrzymki.
– Czekamy na powrót pątników z Jasnej Góry do Warszawy – informuje archidiecezja. – Liczymy, że stawią się w komplecie i wystartują ponownie, tym razem zgodnie z regulaminem.
Jak jednak dowiaduje się ASZdziennik, na start pielgrzymki trzeba będzie jeszcze poczekać.
Pątników, którzy dotarli dziś do Częstochowy, zatrzymał do wyjaśnienia Polski Związek Lekkiej Atletyki. Chce im zaproponować udział w najbliższym mityngu w Spale.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
