Dramat ASZdziennika. Daliśmy się nabrać na atak "SE" na dzieci Morawieckiego

Fot. Domena publiczna / SE
Kiedy zobaczyliśmy piątkową okładkę "Super Expressu", który zrobił chorą sensację z faktu adoptowania dzieci przez Morawieckich, życzyliśmy brukowcowi ognia piekielnego. 24 godziny później to listy potępionych możemy też dopisać samego premiera i jego ludzi.


Na początku było u nas ostre oburzenie na okładkę Superaka.A potem wyszło na jaw kilka dziwnych faktów.

1. W publikacji "SE" o sprawie wypowiadał się Michał Dworczyk, najbardziej zaufany człowiek premiera. Jak się wypowiadał? Czy używając uzasadnionych wulgaryzmów wyrażał oburzenie planowaną publikacją "SE"? Czy groził wycofaniem licznych reklam Orlenu i innych spółek z "Superaka"? Nie. Pan Dworczyk lał krokodyle łzy nad faktem ujawnienia faktu adopcji przez autora książki "Delfin", która jeszcze się nie ukazała.

2. Trzy lata wcześniej o adoptowanym dziecku Morawieckiego pisała Gazeta Wyborcza i nikt się nie oburzał.

3. Mateusz Morawiecki przez 24 godzin nie zapowiedział puszczenia "SE" z torbami, jak Leszek Miller, gdy "Fakt" oskarżył go o śmierć syna.

4. Zamiast tego jego minister Dworczyk udzielił następnego dnia wywiadu "SE" - przypominamy, że to szmatławiec, który zrobił tanią sensację z adopcji - łzawego wywiadu, który wybiela rolę "Superaka". Zupełnie jakby panom ustawka nie wyszła i społeczny gniew zamiast na autorze książki, skupił się na "niewinnym" "Super Expressie". - Na pewno [dzieci] nie dowiedziały się o sprawie z omówienia przez "Super Express" - klaruje minister z determinacją kogoś, kto dostał polecenie wyprostowania historii, która nie potoczyła się tak, jak planowano.


5. Dzień po ataku na rodzinę Morawieckiego, "Super Express" wypala cieplutką historię o tym, jakim Morawiecki jest wspaniałym ojcem: Madzia i Ignaś to oczko w głowie Mateusza i Iwony Morawieckich. Stworzyli im dom pełen miłości. Publikację okraszają rodzinne zdjęcia i słitaśny komentarz Dworczyka tym razem przedstawionego jako "zaufany człowiek Mateusza Morawieckiego". Jak wiadomo, każdy wściekły ojciec w reakcji na wejście brukowca w jego życie z buciorami, wysyła swoją prawą rękę na kolanach do tegoż brukowca.

6. A potem "SE" daje to wszystko na okładkę z żałosną próbą przypomnienia, kto tu jest dobry, a kto zły, choć dziś to już tylko kiepski żart.
7. A nam pozostaje jedna reakcja.
No i może jeden tweet.To jest ASZdziennik przepraszający za to, że byliśmy tacy naiwni.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...