Sukces singielki. Po 30 latach daremnych marzeń o bezgranicznej miłości wreszcie zaadoptowała psa

Fot. Pexels
Jola z Poznania ma 36 lat i zawsze była romantyczna. Jako mała dziewczynka czytała bajki, potem podkradała babci Harlequiny, wreszcie przyszedł czas na „Titanica” i „Przeminęło z wiatrem”. Od dzieciństwa marzyła o wielkiej miłości, która na dobre odmieni jej świat. Aż wreszcie, po 30 latach, marzenie się spełniło.


Bo wreszcie pojechała do schroniska na Bukowską i wróciła z psem.

– Jest mały, trochę gruby, ma wyłupiaste oczy i nie jest za mądry – opowiada z uwielbieniem Jola, głaszcząc po brzuszku szczęśliwego kundla imieniem Pedro. – Ale Jezu, jak on na mnie patrzy tymi głupimi oczami.

Jak wiedzą z autopsji inne właścicielki i właściciele psów, Pedro będzie w ten sposób patrzył na Jolę – jak Rhett Butler na Scarlett, Bradley Cooper na Lady Gagę, smok Drogon na Daenerys – tak mniej więcej dopóki śmierć ich nie rozłączy.

– I to wcale nie tylko, kiedy mu sypię do michy. W odróżnieniu od mojego ostatniego chłopaka.

Teraz Jola ma zamiar zapisać się razem z Pedrem do psiej szkoły, żeby spędzić razem więcej quality time, a nie tylko chodzić na spacery i oglądać razem seriale na kanapie.

– Najpierw podstawowy kurs, potem może jakieś zajęcia agility albo szkolenia węchowe, o ile ta sierota da radę… – mówi czule 36-latka. – Jeszcze nie wiadomo, ale mamy wielkie plany.

A najlepsze, że Jola będzie mogła nawet wziąć drugiego psa.

Bo ugodowy Pedro tylko pomacha ogonem i powie: spoko, pańciu, jeśli tego potrzebujesz do szczęścia, to jestem za.

To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyśłone.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...