Fot. 123rf.com

To normalne, że używa żelu antybakeryjnego po każdym dotknięciu klamki, poręczy, sztućca, smartfona i sklepowego wózka – utrzymuje 30-letnia Magda, której bez płynu do dezynfekcji dłoni nikt nigdy nie widział.

REKLAMA
– Haha, o jakiej panice mówisz? – śmieje się Magda, rozcierając w dłoniach obfitą porcję żelu dezynfekującego, trzy dawki na opuszki i paznokcie, drugie tyle na dłonie, 40 ruchów na każdą stronę każdego palca, 10 na powierzchnię grzbietową i dłoniową ręki i 40 na przedramienia.
Każdy wie, że mikroby czają się wszędzie, a świat zewnętrzny to jedno wielkie siedlisko patogenów – utrzymuje Magda.
– Co w tym dziwnego, że bronię się przed dermatofitami, drożdżakami, grzybami pleśniowymi, bakteriami E. coli, gronkowcem i paciorkowcem, które tylko czyhają aż wcisnę guzik windy, złapię za rączkę od szuflady w pracy, położę torbę na siedzeniu w komunikacji miejskiej, powieszę płaszcz w biurowej szatni? – pyta 30-latka z kartą stałego klienta w hurtowni farmaceutycznej.
– To nieprawda, że tego nie kontroluję – zapewnia Magda, która do perfekcji opanowała bezdotykowe korzystanie z publicznych toalet. – Zresztą co to jest 0,5 litra na dzień?
I po cichu marzy o dniu, kiedy społecznie akceptowane będzie noszenie grubych rękawic wiosną i latem.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.