Wpadka studentów z Katowic. Myśleli, że idą na wykład, trafili na katechezę o aborcji i gender

Fot. 123rf.com / Pixabay
Studenci drugiego roku socjologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach wciąż są w lekkim szoku. Chcieli pójść na zapowiadane w programie studiów poważne zajęcia na poziomie wyższej uczelni i nawet nie pomylili sali. Ku ich zdziwieniu okazało się jednak, że zamiast tego trafili na katechezę o zgubnych skutkach aborcji, eutanazji i ideologii gender.


A przynajmniej tak wywnioskowali z poruszanych zagadnień.

Podczas zajęć tradycyjnie, jak to na lekcji religii, najważniejszym tematem okazała się aborcja i antykoncepcja. Katechetka pouczyła studentów, że stosowanie antykoncepcji jest równoznaczne z aborcją. Sama aborcja to z kolei zachowanie aspołeczne, a poza tym też morderstwo. Niestety, nie można było puścić filmu “Niemy krzyk”, bo nie było rzutnika.

Uczniowie... tfu, studenci, dowiedzieli się również, że gender (“obowiązująca obecnie ideologia”) jest jak komunizm. Katechetka napisała też na tablicy, że “rodzina = mężczyzna + kobieta” i kazała im przepisać to do zeszytu na kolorowo, żeby się utrwaliło.

W ostatniej części katechezy poruszony został palący problem zepsucia Zachodu. Studenci mieli szansę się dowiedzieć, że w krajach zachodnich ludzie rozwiązują problem opieki nad starzejącymi się rodzicami, wysyłając ich na eutanazję.

I jeszcze, że krzywdzi dzieci ten, kto posyła je do żłobka.

Ale najlepsze było na koniec.

Bo kiedy już wszyscy studenci przyzwyczaili się do myśli, że wcale nie są na uniwersytecie, tylko trafili w jakąś dziwną pętlę czasu i przenieśli się na lekcję religii w trzeciej gimnazjum, okazało się, że wcale nie mieli racji.

I to wszystko powiedziała im podczas wykładu prawdziwa profesorka UŚ.

To jest ASZdziennik, ale ta pani profesor istnieje naprawdę.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...