Dramat Putina. Zarabia mniej niż rusycystka w NBP

Fot. kremlin.ru
To czarne dni dla światowych przywódców. Właśnie dowiedzieli się, że na nic im były wyczerpujące kampanie, telewizyjne debaty i niezliczone uściski dłoni z wyborcami. Bo trzeba było pójść na filologię rosyjską i zatrudnić się w Departamencie Promocji i Komunikacji NBP.


I wtedy może mieliby szansę zarabiać tyle co jego obecna dyrektorka, Martyna Wojciechowska. (Nie, nie dziennikarka. Zbieżność nazwisk przypadkowa.)

Jak wyliczył na Twitterze Tomasz Wolf, jak na razie Wojciechowska – absolwentka filologii rosyjskiej, była radna sejmiku mazowieckiego – zarabia rocznie o 13 tys. złotych więcej niż Theresa May, 136 tys. więcej niż Macron i 368 tys. więcej niż Putin. A taka drobnica jak premier Włoch czy prezydent Brazylii o jej pensji mogą sobie tylko pomarzyć.

Tak wysokie wynagrodzenie, choć kontrowersyjne, po dłuższym namyśle wydaje się w pełni zasłużone. Z Wojciechowską za sterami departamentu promocji Narodowy Bank Polski jakoś nie ma takich kryzysów wizerunkowych jak Wielka Brytania, Francja czy Rosja. To dzięki niej instytucja uniknęła Brexitu, protestów żółtych kamizelek i agresji na Ukrainę.

Dyrektorka w NBP nie zapowiadała również wycinki Puszczy Amazońskiej, jak prezydent Brazylii Jair Bolsonaro, i nie jest oskarżana o faszystowskie sympatie, jak włoski rząd Giuseppego Conte.

Tym samym udowodniła, że jej umiejętność zarządzania wizerunkiem – choć może niepotwierdzona formalnym wykształceniem – jest zdecydowanie wyższa niż w przypadku wielu światowych przywódców.

A poza tym wciąż jednak nie dobiła do zarobków Angie Merkel, więc wszystko spoko.
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...