Dramat nowego serialu. Nikt go nie hejtuje, a reżyser już miał takie fajne teksty do gaszenia hejterów

Fot. materiały prasowe
Długie godziny przygotowań, wymyślania i spisywania błyskotliwych odpowiedzi. Praca równie, jeśli nie bardziej, wymagająca, co reżyseria. Cała na marne. Nowego miniserialu reżysera m.in. "Oldboya" i "Służącej" po prostu nikt nie hejtuje.


Słynny koreański reżyser jest załamany. Jego serial "Mała doboszka", ekranizacja powieści szpiegowskiej Johna le Carré'a, nie dość, że nie ma złych recenzji, to jeszcze nikt nie hejtuje go w internecie.

– Nie rozumiem. Twórców "Wiedźmina" tysiące osób skrytykowało za ewentualność castingu aktorki o wyglądzie niezgodnej z wizją fanów. No i za Cavilla, ale to akurat zrozumiałe – żali się Park Chan-wook. – A mi nikt złego słowa nie powiedział.

Faktycznie, media i widzowie piszą o świetnej obsadzie, rosnącym napięciu, krwistych bohaterach i talencie do storytellingu. Pojawiają się opinie, że to jedna z najważniejszych pozycji roku. Nikt jednak nie krytykuje serialu i nie wskazuje jego niedociągnięć.

– Gdybym choć raz zobaczył, że ktoś pisze "liczyłem na więcej akcji", mógłbym odpisać "twoja dziewczyna mówiła to samo", czy coś - mówi przygnębionym głosem reżyser. – Największy pojazd, z jakim się spotkałem, to gdy jeden bloger stwierdził, że w pierwszych dwóch odcinkach "mało się dzieje".

– Już miałem pisać, że "na pewno więcej niż w twoim życiu towarzyskim", ale potem dodał, że to z dbałości o ekspozycję, i że warto obejrzeć do końca – dodaje załamany.

Reżyser wyznał, że jest zdeterminowany, żeby pokłócić się z kimś w internecie i wykorzystać swoje teksty, nawet jeśli nie będzie to już miało związku z "Małą Doboszką".

– Obawiam się, że może dojść do najgorszego, ale jeśli to jedyny sposób - trudno. Zacznę grać w "League of Legends".
To jest ASZdziennik dla NC+.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...