7 powodów, dla których NIE WARTO oglądać “Ślepnąc od świateł”

Fot. materiały prasowe
Zapowiadali, zapowiadali, aż zrobili. Facebook zawalony recenzjami, w pracowej kuchni rozmowy o tym, kto dojechał do którego odcinka, a na każdym portalu z któregoś kafelka patrzy na człowieka serialowy Kuba (ten na zdjęciu u góry). Ale wy bądźcie mądrzejsi - nie dajcie sobie wmówić, że też musicie obejrzeć “Ślepnąc od świateł". W przeciwieństwie do innych rozumiemy, że niektórzy nie lubią takich owczych pędów albo po prostu już wykorzystali darmowy miesiąc w HBO.

A żebyście byli zupełnie spokojni, że nic was nie omija, przygotowaliśmy dla was listę powodów, dla których nie warto nawet myśleć o włączaniu tego serialu:

1. Bo zanim się obejrzycie, stracicie osiem godzin z życia.
Serial ma osiem odcinków po godzinie, no to policzcie sobie sami. Przez osiem godzin można zrobić generalne sprzątanie, zakupy i obiad, można raz w życiu porządnie się wyspać, a ile da się w tym czasie zmieścić skrolowania fejsa. Nie straćcie tego czasu na jakiś serial.

2. Bo potem drugie tyle zmarnujecie jeszcze na obczajanie ścieżki dźwiękowej.
No już więcej upchać się nie dało. W samym pierwszym odcinku - Maanam, Marcin Masecki, Zamilska, PRO8L3M, a na to wszystko jeszcze nokturny Chopina i remiksy Anny Jantar. I weź człowieku trać teraz czas, żeby tych różnych rzeczy teraz szukać na YouTube albo innym Spotify. A kusi.

3. Bo ten serial zmieni to, jak patrzycie na Warszawę.
Taka jakaś zimna i nieprzyjazna. Zniszczone kamienice, ujęcia z góry na samochód pędzący przez most, te wieżowce jeszcze bardziej kanciaste niż zwykle. To jest Warszawa czy jakieś Gotham? Za dużo w ogóle jest miasta w tym serialu. Aktorzy mają grać, a nie że miasto na pierwszym miejscu.


4. Bo potem już nie da się ze znawstwem narzekać na polskich aktorów, że każdy z nich gra ciągle tę samą postać.
Fajnie być wiecznie niezadowolonym krytykiem, co? No fajnie. A tutaj klops. Więckiewicz nie gra jak zawsze Więckiewicz. Jan Frycz po rolach profesorów, mecenasów i innych Paderewskich podobno sam siebie nie poznał w roli Daria. Cezary Pazura nagle przestaje się kojarzyć z komediami sprzed dwudziestu lat. Dramat.

5. Bo kto by tam był ciekawy, jak naturszczyk zagra główną rolę.
Główną postać, Kubę, gra Kamil Nożyński - nie aktor, ale raper, dla którego to w dodatku filmowy debiut. Nic dziwnego, że w internecie piszą, że przez cały czas ma taką samą minę. To nic, że oszczędna ekspresja Nożyńskiego idealnie pasuje i do bohatera, i do klimatu serialu. Lepiej nie narażać się na rozczarowanie i nie sprawdzić samemu.

6. Bo z napięcia obgryziecie trochę skórek przy paznokciach.
Przemoc, mafia, krew, strzały, ciągła pogoń po mieście. A w chwilach pomiędzy - przez cały czas dziwne, podskórne napięcie. Po co to komu? Człowiek po pracy ma prawo się zrelaksować, a nie jeszcze przeżywać kolejne stresy przed komputerem.

7. Bo nieodwracalnie wzrosną wasze oczekiwania wobec polskich produkcji.
Już nie będzie tak, że można sobie obejrzeć dowolny polski serial na czilu, ze świadomością, że po rodzimej produkcji nie należy się za dużo spodziewać. Poprzeczka poszła w górę i co zrobimy? Nic nie zrobimy.

To jest ASZdziennik, ale to prawda.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...