Kolejna porażka Legii. Przegrała z pachołkami treningowymi po samobójczej bramce Kucharczyka

Jak nie idzie, to nie idzie. Dzień po kompromitującym odpadnięciu z eliminacji Ligi Europy, mistrza Polski spotkał kolejny cios.

Drużyna Sa Pinto piątek po meczu z Dedelange miała poświęcić na odbudowanie psychiczne. W planach była wyprawa do stadniny kucyków, cięcie kontraktów na cieniutkie paseczki i bezstresowe zajęcia sportowe, w ramach których pierwsza drużyna miała rozegrać mecz na pustą bramkę przeciwko klubowym pachołkom i tekturowym manekinom do ćwiczenia rzutów wolnych.

Początkowo nic nie zapowiadało niekorzystnego zakończenia. Mistrz Polski dosłownie rzucił się do ataków - w pierwszej połowie prawie co druga próba dryblingu kończyła się sukcesem, a wynik 0:0 utrzymał się tylko dlatego, że sędzia nie odgwizdał ewidentnego karnego za faul pachołka na Jose Kante. Powtórki wykazały, że przed upadkiem Gwinejczyka doszło do kontaktu, ale sędzia uznał, że pachołek się nie poruszył.

Druga połowa równie zaznaczyła się przewagą Legii. Ciągle jednak brakowało ostatniego podania. Jeśli nie liczyć słupka Carlitosa, wszystkie dwa pozostałe strzały omijały światło bramki.

I kiedy legioniści na 10 minut przed końcem spuścili nieco z tonu, zadowalając się nienajgorszym przecież wynikiem, doszło do nieszczęścia. Krzysztof Mączyński próbując uwolnić się od krycia cztetech zgrupowanych w jednym murze kartonowych przeciwników podał do Michała Kucharczyka, który odgrywając piłkę do Arkadiusza Malarza niefortunnie nabił pachołek i trafił do własnej bramki.


Legioniści rzucili się od razu do huraganowych ataków, ale mimo trzech prób przekroczenia linii środkowej, nie udało już się zmienić wyniku.

Kolejna szansa na przełamanie się już jutro, kiedy na Łazienkowską z Wólki Kosowskiej przyjedzie mocna ekipa dmuchanych jednorożców.

To jest ASZdziennik o drużynie, której dziś nie ma.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...