
Niejedna łza wzruszenia zakręciła się w oku i spłynęła po policzku 26-letniej Marty z Krakowa – dowiaduje się ASZdziennik. To efekt czytania, do jakiego doszło dziś rano na Czyżynach. Kobieta zachęcona Paszportem Polityki dla Marcina Wichy zaczęła lekturę "Rzeczy, których nie wyrzuciłem". Trwa interwencja paczki chusteczek.
REKLAMA
– Z tą książką jest coś nie tak, wczoraj czytałam Remigiusza Mroza i czułam się zupełnie normalnie - skarży się rozczulona 26-latka. – Może to reakcja alergiczna na jakieś chemikalia, których używają w drukarni? – gdyba po przeczytaniu opowieści Marcina Wichy o porządkowaniu rzeczy pozostawionych przez zmarłą matkę.
Zaniepokojona kobieta postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i z pretensjami wróciła do Empiku, w którym kupiła podejrzaną książkę. Jak się okazało, z podobnymi objawami czekała tam już kolejka przejętych lekturą czytelników. Empik stanowczo odpiera zarzuty, że do chwytania za serce doszło z winy sieci.
– Do książki trafiła jedynie treść bezpośrednio od pisarza, a egzemplarze zostały fabrycznie wydrukowane – usłyszelismy w biurze prasowym Empiku. – Jesteśmy tylko pośrednikiem w sprzedaży, a odpowiedzialność za wzruszenia, zmiany w interpretowaniu otaczającego nas świata i stosunku do rzeczy, przedmiotów czy osób bliskich ponosi jedynie Marcin Wicha.
Po licznych skargach od klientów sieć zapewniła jednak, że na wszystkich dostępnych w Empiku egzemplarzach "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" pojawią się naklejki z ostrzeżeniami przed ryzykiem wystąpienia łzawienia przy bezpośrednim kontakcie z treścią.
Jak nieoficjalnie dowiaduje się ASZdziennik, podobna akcja zostanie przeprowadzona także na dziale z muzyką.
Wszystko przez postawy buntu i oporu przeciwko nacjonalizmowi i dyktaturze, na które Polacy skarżą się po wysłuchaniu albumu nagrodzonej Paszportem Polityki Hańby!.
To jest ASZdziennik, ale przeczytajcie "Rzeczy, których nie wyrzuciłem".
