
33-letni redaktor ASZdziennika dostał proste zadanie. Podczas swojej wizyty w Krakowie miał wymyślić i napisać jeden tekst o mieście. Okazało się to trudniejsze, niż myślał.
REKLAMA
– Szybko, co się kojarzy z Krakowem? Smog, chodzenie "na pole", obważanki... – uruchomił proces myślowy, maszerując z laptopem w plecaku.
Wymijał na chodniku ludzi, którzy sprawiali irytujące wrażenie, jakby nigdzie się nie spieszyli i chodzili po mieście dla... przyjemności? Co gorsza, zauważył, że sam zwolnił kroku.
– OK, muszę się skupić - powiedział do siebie i wszedł kawiarni przy ul. Jakuba, jednej z 15 tysięcy na Kazimierzu. Przywitało go przytulne wnętrze o wrzosowych ścianach, drewniane krzesła z poduszkami i zapach kardamonu. Czas zdawał się tutaj płynać jeszcze wolniej niż na zewnątrz.
– Wezmę tylko czarną herbatę, żeby się rozbudzić i zaraz coś wymyślę – pomyślał, wyjmując laptopa i odpalając edytor tekstu.
Usiadł wygodnie i spojrzał przez okno na przechadzających się ludzi. Na ich twarzach dało się zauważyć specyficzny grymas, bardzo rzadko spotykany u przechodniów w Warszawie. Uśmiech.
Cztery i pół godziny później mężczyzna kończył szakszukę, a miła pani z obsługi pytała, czy ma ochotę na coś jeszcze. Nie powiedział tego głośno, ale miał ochotę zjeść bajgla, wziąć udział w festiwalu muzyki klezmerskiej i patrzeć jak brodaty koleś w dziwnej czapce biega z głową konia na kiju.
Kursor nadal migał na początku pustej strony dokumentu tekstowego.
33-latek zaczął pisać: Dramat redaktora ASZdziennika. Miał napisać o Krakowie, ale utknął w uroczej kawiarni na Kazimierzu...
To jest ASZdziennik, ale to prawda.
