Fot. Wikimedia Commons

Internet podbija kartka z napisaną w ramach komunikacji sąsiedzkiej wiadomością. Jej autor – mieszkaniec warszawskiej Białołęki nie przebierając w słowach zwraca się do rodziców dzieci, które w ramach halloweenowego psikusa ubrudziły jego, i kilkunastu innych lokatorów, drzwi. "Życzliwy Sąsiad" sam przyznaje, że szukał tylko ujścia gniewu i frustracji, a nie popularności w sieci.

REKLAMA
– Nie wiem, co zrobiłem nie tak – zastanawia się Życzliwy Sąsiad. – Rzucałem przekleństwami, nazywałem dzieci bękartami, pomiotami i gówniakami, pisałem, że grozi im wpie*dol i łamanie rączek, a wszyscy mi przyklaskują.
– Szczerze mówiąc, jestem przerażony. Ja tylko wylewam frustrację i chyba jest to oczywiste, ale czemu z moją kipiącą żółcią notką zgadzają się tysiące ludzi? Co to mówi o społeczeństwie? – pyta.
Życzliwy Sąsiad już znalazł swoich naśladowców. Na osiedlach w całej Polsce pojawiają się kartki A4 zadrukowane jadowitymi akapitami.
– Denerwuje mnie, kiedy ludzie nieuważnie wnoszą rowery po schodach i obdrapują poręcze na klatce. Stwierdziłam, że najlepszą formą komunikacji będzie list zatytułowany "Do je*anych cyklistów" – mówi 43-letnie Barbara z Mokotowa.
Niektórzy poszli krok dalej i nie tylko wypisują groźby na kartkach, ale zaczęli je też realizować.
– Zobaczyłem na klatce 12-letniego chłopca, który mazał ścianę flamastrem. Odciąłem mu prawą rękę – opowiada Krzysztof z Krakowa.
– Mam nadzieję, że to go nauczy, że nie wolno niszczyć cudzej własności.
To jest ASZdziennik, ale kartka z białołęckiego bloku jest prawdziwa.