
Akcja pod hashtagami #MeToo i #JaTeż opanowała media społecznościowe na całym świecie. Tymczasem w jej cieniu słychać krzyk jeszcze jednej dyskryminowanej grupy: Heteroseksualnych Mężczyzn, Którzy Nie Widzą Problemu.
#MyTeż
Doznałem tego wielokrotnie. W mediach, na Twitterze, w twarz na ulicy. Za każdym razem była to dla mnie forma kary za moje poglądy. Byłem prześladowany, wyszydzany, robili o mnie memy...
Maj 2014. W pewnym programie publicystycznym powiedziałem, że kobietę "zawsze się troszeczkę gwałci". Co jest oczywiste dla każdego, kto się trochę na kobietach zna. Przez to zdanie, mimo iż prawdziwe, byłem nazywany wariatem, zboczeńcem, idiotą. Czułem wstyd, jakbym zrobił coś złego, ale nie rozumiałem co.
We wrześniu tego samego roku napisałem na Twitterze, żeby ten, kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej, pierwszy rzucił kamieniem. I znowu we mnie uderzyli, zhejtowali, wylali wiadro pomyj. Byłem publicznie poniżany przez nadętych moralizatorów. Tylko za to, kim jestem.
Potem działo się to jeszcze wielokrotnie. Za każdym razem, gdy powiedziałem coś o dzieciach z gwałtu albo że kobiet nie ma co pytać o pozwolenie na seks, tylko samemu trzeba zacząć. Pewnie niektórzy powiedzą, że przesadzam. Że są bardziej dyskryminowane grupy niż biali, heteroseksualni mężczyźni o prawicowych poglądach. Ale oni nie zaznali tego bólu, co ja. Nie wiedzą, jak to jest widzieć swoją twarz na memach.
A złe memy bolą całe życie.
Jeśli wszyscy prawicowi politycy i publicyści, którzy kiedyś byli szykanowani za swoje wypowiedzi o kobietach napiszą #MyTeż w statusie, to być może ludzie zobaczą, jak wielką skalę ma to zjawisko.
Bo najgorsze, co możemy zrobić, to milczeć.
One tego właśnie chcą.
