Fot. mat. promocyjne

Hala Koszyki to najlepsze miejsce w stolicy, gdzie człowiek odpowiedniego urodzenia może dostać najlepszą sezonowaną wołowinę na wschód od Paryża, ulokować majątek w makaronikach, a także spędzić czas, gdy lokaj jest na zajęciach z prawa podatkowego. Tymczasem wszystko zmieniło się za sprawą Scotch Egg Club.

REKLAMA
– Szok w Hali Koszyki. Pojawiło się miejsce, w którym nie trzeba udawać szlacheckiego pochodzenia– dowiaduje się ASZdziennik.
Ukryty pod nazwą Scotch Egg Club pop up bar tylko z pozoru wygląda niegroźnie dla stylu kultowej hali. Relacje świadków mówią o czymś zgoła bardziej niepokojącym.
– Siedliśmy z kolegami z pracy na kilka godzin, zamówiliśmy firmowe szkockie jajka, obejrzeliśmy standup, pośmialiśmy się i nikt nie zapytał, spadkobiercami jakiego warszawskiego rodu jesteśmy – wspomina jeden z klientów, na co dzień początkujący startupowiec.
– To było bardzo dziwne – dodaje z kolei klientka, która do popup baru Dewar's trafiła nie z balu debiutantek, ale ze zwykłego z Mordoru na Domaniewskiej. – Kilka razy za głośno się zaśmiałam, raz nie odchyliłam małego palca chwytając filiżankę i nikt nie zwrócił mi uwagi, że takim panienkom jak ja to nie przystoi. WTF?
Jak dowiaduje się ASZdziennik, nie tylko zwykli klienci zareagowali poruszeniem na pojawienie się Scotch Egg Clubu w Hali Koszyki.
Zaproszony przez bar wróżbita twierdzi, że przy jednym ze stolików widział ducha Tommy'ego Dewara.
To jest ASZdziennik dla Scotch Egg Club w Hali Koszyki, który otwiera się 6 października.