Głośne zatrzymanie w Białymstoku. ABW aresztowało kieliszek, który chciał skompromitować Misiewicza

Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta / 123rf.com
Znajdźcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie - to zasada może okrutna, ale czasami jedyna skuteczna. Nawet, gdy winny nie jest człowiekiem.


Kiedy Antoni Macierewicz ogłaszał zlecenie służbom odnalezienia winny prowokacji mającej na celu dyskredytację Bartłomieja Misiewicza, nikt nie spodziewał się szybkich rezultatów. Jak zwykle. I jak zwykle szef MON śmiał się ostatni.

– Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała kieliszek z klubu, w którym Bartłomiej Misiewicz został przyłapany na rządowej delegacji. Naczyniu postawiono zarzut prowokowania rzecznika MON do czynów nieobyczajnych – dowiaduje się ASZdziennik.

– Naczynie, znane w miejscowym światku jako "Seta" już od pierwszych minut pobytu pana ministra próbowało zwrócić na siebie uwagę. A to przez obniżoną cenę w ramach Happy Hour, a to bezwstydnie prezentując ciecz, jakby tylko czekającą na skosztowanie – czytamy w akcie oskarżenia.

Jak wynika z zeznań Bartłomieja Misiewicza, rzecznik MON długo się opierał. "Seta" musiał więc uciec się do podstępu. Oto tuż po godzinie 21. kieliszek tylko sobie znanym sposobem zamienił się w dłoni ministra miejscami z piwem bezalkoholowym. I tak jedenaście razy.


"Secie", znanemu też na Podlasiu jako "Bomba", grozi teraz do trzech lat więzienia.

Albo dożywocie, jeśli wódka okaże się rosyjska.

To jest ASZdziennik. Wszelkie cytaty i zdarzenia nie zostały zmyślone, żeby zdyskredytować Bartłomieja Misiewicza. Z tym akurat świetnie sam sobie radzi.

Autor: Rafał Madajczak / @ojciecredaktor
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...