Tak, wiemy: zastanawiasz się, czy iść na "Legion Samobójców". Mamy dwa słowa, które rozwiążą problem

Fot. mat. promocyjne
Odłóżmy na bok "spisek Marvela", tarcia między dobrym reżyserem a głupim studiem, przymknijmy też oko na krytyków, którzy dają "Legionowi" po 4/10 uważając jednocześnie "Zimowego żołnierza" za najlepszy film o superbohaterach w dziejach.


Tak, w "Legionie Samobójców" gra Will Smith, który znów ma "skomplikowaną" relację z dzieckiem.

Tak, w "Legionie Samobójców" jest szlachetny Latynos, do którego koledzy mówią ciągle ese.

Tak, dobrze widziałeś, w "Legionie Samobójców" gra ten sam drewniany gość, co Conwaya w "House of Cards".

Tak, w "Legionie Samobójców" nie ma bohaterów Marvela.

Tak, w "Legionie Samobójców" Cara Delevigne udowadnia, że aktorstwo to bardzo demokratyczna profesja.

Tak, w "Legionie Samobójców" nie wiadomo, po co źli strzelają piorunami w niebo.

Tak, w "Legionie Samobójców" nie wiadomo właściwie, dlaczego tego syfu nie sprząta Batman.

Tak, w "Legionie Samobójców" jest śmieszny gość z australijskim akcentem, który lubi piwo i mówią do niego mate.

Tak, w "Legionie Samobójców" Joker to emodzieciak z aparatem na zębach.

Ale...

Wystarczą w sumie dwa słowa, żebyście na to poszli.
To jest ASZdziennik, ale to prawda. Margot Robbie jako Harley Quinn pozamiatała.
Autor: Rafał Madajczak (@ojciecredaktor)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...