Fot. Pexels.com
Reklama.
Media zaalarmowała o sprawie ekipa znajomych szczęśliwego narciarza. Twierdzą, że od rana nie można ściągnąć go ze stoku. Od chwili przyjazdu widują się tylko na filmach z GoPro, jakie Marcin co chwila wrzuca na Facebooka.
– Dobrze pamiętam, jak przyszedł na stok pierwszy raz – twierdzi jeden z instruktorów w kurorcie. – Z wyciągu schodził nieufnie, dziobał nawierzchnię kijkami i dopytywał się z niedowierzaniem, czy to aby nie styropianowa atrapa – wspomina.
Marcin wątpił, czy Alpy aby na pewno wytrzymałyby taki napór śniegu. Obawiał się, czy nie złożyłyby się na płasko pod jego ciążarem. I dopiero zaliczył pierwszy zjazd po świeżym puchu i usłyszał spod nart miłe dla ucha skrzypienie, zaczął w pełni wierzyć w swoje szczęście. W przerwach między szusowaniem zachwycony narciarz zrobił i wysłał rodzinie dziesiątki zdjęć połaci śniegu. Skonsternowani rodzice narciarza od godziny debatują, dlaczego ich syn wysyła im białe pliki jpg.
– Wrócił do nas nieco skruszony i usiłował dopłacić do skipassa, bo był przekonany że dostał przez przypadek pakiet z warstwą śniegu XXL dla VIP-ów – usłyszeliśmy w biurze SnowMotion, organizatorów wyjazdu. – Na szczęście o pomyłce nie może być mowy, a śniegu w Alpach jest dla wszystkich pod dostatkiem.
logo
Fot. SnowMotion
Prosiliśmy Marcina, by po zejściu ze stoku skomentował swoje przeżycia z alpejskich tras, ale mężczyzna zaniemówił z zachwytu. Przypomniał sobie bowiem, że śnieg służy nie tylko do szusowania i postanowił skorzystać z białego puchu ile tylko można.
Narciarz aktualnie lepi drugiego bałwana, gromadzi śnieżki na dzisiejszą bitwę i robi urocze śniegowe orzełki – poinformowali nas znajomi Marcina.
To jest ASZdziennik dla SnowMotion.