Dramat polskiej delegacji. Mieli sobie zrobić drugi Smoleńsk, ale głupi pilot nie chciał [PRAWDA]

Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Są takie chwile, kiedy możesz przejść do historii, ale jakiś mały człowiek staje ci na przeszkodzie.

Uwaga: wszystko, co przeczytacie poniżej jest prawdą.

– Premier Beata Szydło, wicepremier Mateusz Morawiecki, szef MON Antoni Macierewicz, szef MSZ Witold Waszczykowski, szef MSW Mariusz Błaszczak i jeden z najważniejszych oficerów w polskiej armii generał Marek Tomaszycki mieli odlecieć z Londynu przeciążonym samolotem – informuje Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej" (warto przeczytać całość tekstu w DGP, bo pominęliśmy 80 proc. kwiatków).

Cały odlot zdarzył się na podlondyńskim lotnisku Luton, skąd złożona z VIP-ów i dziennikarzy polska delegacja miała wracać do kraju po spotkaniu międzyrządowym z gabinetem Theresy May.

Sęk w tym, że delegacja przyleciała dwoma samolotami, a chciała wrócić jednym. Dlaczego? Bo dziennikarze w pierwszą stronę lecieli wolniejszą Casą, ale część z nich zapragnęła być wcześniej w domu. Więc wymogli na urzędnikach połączenie lotów, a urzędnicy podjęli skandaliczną decyzję i się zgodzili (o tym w tekście Parafianowicza nie ma, ale my swoje wiemy).

W ten sposób doszło do przeciążenia samolotu, w którym kilka osób zajęło MIEJSCA STOJĄCE jak w jakimś autobusie 171. A że to Polacy i łatwo nie ustąpią, zaczęły się negocjacje, kto poleci, a kto nie.

Na szczęście obsługa lotniska nie chciała się zgodzić na odlot nowej obsady filmu "Smoleńsk 2". Co ważne, "nie" powiedział też pilot.

I tylko w ten sposób udało nam się, dla odmiany, nie zabić się własnymi rękami.

Bóg chyba rzeczywiście jest Polakiem.

To jest ASZdziennik, ale to prawda. (r)

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...