
- Nic nie wskazywało na to, że ktoś byłby w stanie nas rozdzielić - mówi zrozpaczony pan Konrad z Wrocławia. - Mieszkaliśmy razem już 2 lata i byłem pewny, że nie ma nikogo poza mną. Wrocławianin przechodzi ciężkie chwile, od kiedy piętro niżej zamieszkała rodzina z labradorem.
Na początku był pewny, że jego suczka Bridżet zignoruje na spacerach tego trzy razy większego czworonoga.
Niestety. Gdy tylko psiaki znalazły się na terenie parku i obwąchały nawzajem swoje tyły, cały świat przestał dla nich istnieć.
Na nic zdało się przywoływanie, kuszenie smaczkami czy piszczącymi zabawkami. Śnieżnobiała Bridżet i rudowłosy Bigos wiedzieli, że są dla siebie stworzeni i ruszyli na poszukiwanie najbardziej aromatycznych miejsc do wspólnego tarzania się.
Pan Konrad mógł tylko usiąść na ławce i w samotności rysować patyczkiem złamane serduszka na ziemi.
Wspominał wtedy te piękne czasy, gdy Bridżet była wpatrzona w niego jak w obrazek i czekała tylko, aż wyjmie piłeczkę ją rzuci. I tak 34 razy.
Opiekunka Bigosa widziała tę znajomość nieco inaczej.
- Cieszę się, że Bigos znalazł sobie przyjaciółkę! W domu ma tylko mnie i Pana Prosiaka - odetchnęła z ulgą pani Monika. - Pan Prosiak nie zaczepia go jednak tak śmiesznie jak Bridżet, bo jest z pluszu.
Tymczasem przez tę znajomość pan Konrad ma problemy nawet z Instagramem. Teraz na wszystkich 120 zdjęciach, jakie dziennie robi Bridżet, jego ukochana terrierka znika za wielką stertą rudej sierści.
Pan Konrad myślał nawet, by zmienić trasy i godziny spacerów. Niestety, gdy tylko mijali drzwi sąsiadów, Bigos wyczuwał swoją miłość życia i wył do niej rzewną pieśń. Wrocławianin musiał się pogodzić z tym, że jego Bridżet jest już dużą dziewczynką i chce iść swoją drogą.
Ale i tak wie, że zostaną najlepszymi przyjaciółmi. I to tak na serio.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
