Dramat internetowego trenera. Robi zbyt wiralowe filmiki, jego fani nie mają czasu na nic poza oglądaniem

Dramat siłowni. Dziki Trener trafił do Red Bull MOBILE.
Dramat siłowni. Dziki Trener trafił do Red Bull MOBILE. Fot. Dziki Trener / ASZdziennik
Przepis na sukces w internetowej branży fitness jest prosty: piękne, pastelowe ujęcia, mąż piłkarz, angielsko brzmiące nazwy, diety cud i odpowiednie wymierzenie motywacji z poczuciem winy widzów. Nie wszystkim się jednak udaje. Bo są zbyt wiralowi.

– Tysiące Polaków zawieszają swoje karnety na siłowniach. Zamiast jednak zwyczajowych wymówek jako powód podają chęć oglądania filmików Dzikiego Trenera – alarmują fitness cluby w całym kraju.

Zaczyna się zwykle niewinnie. Znajomy wysyła link do filmiku okraszony emotkami bicepsów i buźki płaczącej ze śmiechu, nieświadomy delikwent klika w dwuminutowe wideo pod tytułem "FIT MĘCZENNICY", a potem w następne i zanim się obejrzy, zamiast na siłownię musi wychodzić na 7 rano do pracy.
- U mnie zaczęło się od "NIE IDŹ DZIŚ NA SIŁOWNIĘ" - wspomina Rafał z Wrocławia. - Myślę, co tam szkodzi obejrzeć, mam przecież ten internet w Red Bull MOBILE, a na oglądanie galerii memów z noworodkami nosorożców nie będę przecież transferu tracił. Miałem iść zaraz na siłkę, a skończyłem dopiero, jak mi się bateria wyczerpała.

Wyższość twórczości Dzikiego Trenera nad ćwiczeniami rozprzestrzenia się niczym epidemia. Wczoraj padł Tarnów, dziś Jelenia Góra, a Nowa Sól trzyma się jeszcze tylko dlatego, że wojewoda lubuski zadecydował o odłączeniu miasta od internetu.

Jak się dowiadujemy, winowajca początkowo przejął się całą sprawą i zastanawiał się nad zmianą formatu na zbliżony do tych uprawianych przez tysiące opalonych, nażelowanych i bezglutenowych trenerów.

A potem sobie przypomniał, że nie musi.

Jest przecież w Red Bull MOBILE.
To jest ASZdziennik dla Red Bull MOBILE – ENERGICZNY OPERATOR.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...