Zamieszki na koncercie chopinowskim w Łazienkach. Zdziczały tłum rozkręcił poloneza pod sceną

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Nie pomogły apele organizatorów i wzmożone środki bezpieczeństwa. Regularnym korowodem w metrum 3/4 i z tempem umiarkowanym zakończył się niedzielny koncert chopinowski w warszawskich Łazienkach - dowiaduje się ASZdziennik. Ponad 120 par zrobiło młyn pod sceną i urządziło sobie dostojnego poloneza.

Wszystko zaczęło się już od nokturnów. Zdaniem świadków, słuchacze upoili się utrzymaną w tonacji f–moll częścią środkową nokturnu F-dur op. 15 nr 1, a przy crescendo i nagłym spadku do pianissima w nokturnie Fis-dur op. 15 nr 2 byli już całkowicie oszołomieni.

I wtedy pianista na tę beczkę prochu rzucił rozżarzoną iskrę.

– Jak tylko usłyszałem pierwsze takty poloneza As-dur op. 53, wiedziałem, że zaraz będzie młyn – twierdzi jeden ze świadków, który rzucił się do ucieczki z powodu braku poczucia rytmu. – Nie doszliśmy nawet do tematu w skali As-Dur, a oni ustawili się w rzędzie jakby dopiero co zaczęli studniówkę.

Na raz partnerzy lekko ugięli kolano i wysunęli do przodu stopę - twierdzą służby porządkowe, które pomogły opanować chaos. Pierwszy krok w takcie był najdłuższy, mocny, ze zdecydowanym przeniesieniem ciężaru ciała. Dwa pozostałe były zaś wyraźnie krótsze.


– Był taki kocioł, że nie miałam wyjścia i musiałam znaleźć parę, inaczej trafiłabym prosto pod tunel - przyznaje uczestniczka zamieszek. – Przynajmniej teraz wiem, co mnie czeka pod sceną na Queens of The Stone Age.

Policji potwierdza, że udało się jej rozdzielić 40 par, a pozostałe 80 miarowym krokiem oddaliło się w nieznanym kierunku. Wszystko dzięki pianiście, którzy zaczął mazurka a-moll Op. 68 nr 2, którego kroków nie znał żaden z uczestników zajścia.

Do wyjaśnienia mundurowi zatrzymali jedynie organizatorzy koncertów chopinowskich.

Grozi im zarzut umyślnego wywołania wybuchu entuzjazmu w miejscu publicznym.
To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone.
Trwa ładowanie komentarzy...