Dramat Netflixa. Dopiero zaczęli kręcić serial z Holland, w "Do Rzeczy" jest już recenzja całego sezonu [CYTATY]

Fot. "Do Rzeczy"
Netflix nie popisał się, jeśli chodzi o uczczenie 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości - czytamy w najnowszym "Do Rzeczy". To gorzkie wnioski płynące z recenzji serialu "1983" w reżyserii Agnieszki Holland. Choć serial jeszcze nie powstał, tygodnik ma już na jego temat opinię. Spoiler: nowa produkcja Netflixa jest antypolska.

Przypomnijmy, że pierwszy polskojęzyczny serial Netflixa ma przedstawić alternatywną historię Polski i rzeczywistość, w której po zamachu terrorystycznym w 1983 roku żelazna kurtyna nigdy nie upadła, a Związek Radziecki się nie rozpadł.

To wystarczyło, by Kamil Trzeciakiewicz pisząc w "Do Rzeczy" o serialu Agnieszki Holland używał cudzysłowu: nie pisze o produkcji polskiej, lecz "polskiej". Oskarża Netflixa o "ponowne robienie z Polski sowieckiej kolonii" oraz o "wpychanie kraju wciąż odczuwającego skutki komunizmu w jego objęcia". Co gorsza – dokładnie w stulecie odzyskania niepodległości. Przypadek?

– Netfliksie, nawet jeśli nieintencjonalnie robisz, w tę ważną dla nas rocznicę, sowieckiego satelitę z naszego kraju, to w najlepszym przypadku pokazujesz jedynie ignorancję i totalną nieznajomość naszej historii, bo można tu było wybrać inny punkt na mapie czasu – poucza Netfliksa recenzent "Do Rzeczy".

Powstanie warszawskie to temat tak piękny, że słów brakuje, by wyrazić tęsknotę za dziełami, które oddałyby mu należyty hołd – przypomina.

A jeżeli nawet nie tematyka powstańcza, to zdaniem recenzenta Netflix mógł po prostu wymyślić inny polski serial "nieporuszający tematów mimo wszystko politycznych", zamiast podawać Polakom "osobliwe fantazje godzące w dobre imię Polski".

– Pozostaje kwestia, czy wizja Polaków pod sowieckim butem to egzemplifikacja podświadomych pragnień Zachodu, czy po prostu będące efektem ignorancji wyobrażenie o nas lub też element wiadomej układanki. Każda z tych opcji godzi w polską rację stanu – dodaje.


Autor nawiązuje też na koniec do "Człowieka z wysoskiego zamku", serialu opartego na powieści Philipa K. Dicka o alternatywnej historii USA. I finezyjnie sugeruje, ze Agnieszka Holland pracując dla Netflixa dopuściła się zdrady Polski.

– Ktoś zapyta przewrotnie: Czy Dick był zdrajcą, bo przedstawił Amerykę jako kondominium niemiecko-japońskie? – pyta recenzent. – Różnica jest taka, że USA nigdy nie były okupowane, i to, co w ich przypadku jest fikcją, w naszym zmienia się w narzędzie sprawiające ból i rozgrzebujące rany, niezależnie od intencji autorów.

Sam autor recenzji twierdzi zaś, że słysząc hasło "polskojęzyczny serial Netflixa" miał przed oczyma "różnorakie wizje, które już dawno powinny były zostać zrealizowane".

Jak dotąd ani Netflix, ani HBO, Amazon czy Showtime nie potwietrdziły jednak, że prowadzą z Kamilem Trzeciakiewczem jakiekolwiek rozmowy o zakupie jego scenariusza.

Może dlatego, że recenzuje dla "Do Rzeczy" seriale zanim jeszcze je obejrzy.
To jest ASZdziennik. Żaden cytat z "Do Rzeczy" nie został zmyślony.
Trwa ładowanie komentarzy...