Szok w kioskach po premierze "Pisma". Do sprzedaży trafił magazyn bez typowego bicia piany w tekstach

- Tylko chochlikiem drukarskim można tłumaczyć poezję, wiersze Piotra Matywieckiego  czy komiksy Marty Frej - czytamy w pierwszych recenzjach "Pisma".
- Tylko chochlikiem drukarskim można tłumaczyć poezję, wiersze Piotra Matywieckiego czy komiksy Marty Frej - czytamy w pierwszych recenzjach "Pisma". Fot. ASZdziennik
Z salonów prasowych i Empików na terenie całego kraju znikają egzemplarze "Pisma", nowego magazynu opinii. To skutek skarg pierwszych czytelników, którzy mieli już kontakt z miesięcznikiem. Wielu z nich otrzymało wybrakowany egzemplarz.

Twierdzą, że w żadnym z tekstów nie znaleźli typowego dla polskich mediów bicia piany i taniej pogoni za sensacją.

– Coś mnie tknęło, kiedy na okładce nie było fotomontażu z Merkel czy Dudą, ale zaryzykowałem – przyznaje pan Arkadiusz z Wrocławia. – Jestem dopiero w połowie lektury i zamiast komentarzy do komentarzy Magdaleny Ogórek przeczytałem tylko rzeczową rozmowę o istocie dobrego dziennikarstwa i reportaż o kopalni diamentów z Kongo – skarży się czytelnik.

– Gdzie są analizy publicystów z Warszawy o tym, kto politycznie najwięcej ugra na sukcesach Stocha? – pyta rozgoryczona czytelniczka Monika. – Gdzie są prognozy o wpływie emoji używanych przez millenialsów na kurs bitcoina i decyzje zakupowe ich rodziców w 2018 roku? – dodaje, kończąc tekst Springera o czasie, zegarach i książkach.

To tylko niektóre z palących pytań, na które odpowiedzi na próżno można szukać w pierwszym numerze "Pisma". Czytelnicy zamiast rozszerzenia historii z "Chwili dla Ciebie" zastali opowiadanie Karpowicza, a w miejsce supersekspressowego konkretu – ścianę tekstu w poruszjącym reportażu Ewy Wołkanowskiej-Kołodziej. Tylko chochlikiem drukarskim można zaś tłumaczyć poezję, wiersze Piotra Matywieckiego czy komiksy Marty Frej.

– Niemożliwe, bez dobrego bicia piany i szczypty tabloidu nikomu nie wyjdą dobre media – potwierdza obawy Polaków wydawca jednego z dzienników. – To się u nas w ogóle nie sprzeda.

Jak ustalił ASZdziennik, czytelnicy nie przestają kupować z oburzenia, a postawiona pod ścianą redakcja "Pisma" postanowiła odsłonić wszystkie swoje karty.

I na niespełna 100 stronach podała krajowym mediom gotowy przepis na polski magazyn.

Który nie miał prawa u nas powstać. A jednak powstał.

To jest ASZdziennik, ale "Pismo" nie zostało zmyślone.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...