RELACJA ZAKOŃCZONA

Obejrzeliśmy. Oto recenzja "Gry o tron" z TVP-owskiego łoża.

Jak zobaczycie poniżej, heheszków było co nie miara i jedna trauma: gra i postać Władysława Łokietka, który zachowuje się nie jak król instytucja, ale rubaszny wujek po kilku głębszych tuż przed zaśnięciem. Inne dialogi wbrew pozorom złe nie są. Pogańska księżniczka Aldona/Anna oprócz świecenia pogańskimi pośladkami, ma kilka fajnych kwestii i nawet wymuszony chrzest jej postaci nie zaszkodzi. Ale to oczywiście tylko lukrowanie piastowskiego zakalca, który wynika z ograniczeń budżetowych. Nie możesz robić serialu o supermocarstwie wstającym, ba, rzucającym innych na kolanach w pomieszczeniach o metrażu mniejszym niż typowe mieszkanie w "Na Wspólnej".

Inaczej znów się będą z ciebie śmiali. Jak po tym, gdy zapłaciłeś 450 tys. złotych za Despacito puszczone z playbacku.

Co nie, Jacek?

No i podziałało. Prawda, że proste? Niestety nie tak jak robienie serialu.

Z podręcznika wychowania pogańskiej kobiety (2)

Z podręcznika wychowania pogańskiej kobiety

Łokietek takimi słowy zwraca się do syna Kazimierza (w przyszłości wielkiego): Pamiętaj, twoja żona zostanie chrześcijanką jeśli zobaczy, że zdolny jesteś i do gniewy, i do miłości.

Łokietek z ponadczasową mądrością dla Jarosława Kaczyńskiego

Przegranym serialu na pewno jest Łokietek. Z każdą sceną z udziałem grającego go aktora rosną szeregi orędowników usunięcia Łokietka z Wawelu.

Pogańska księżniczka właśnie z "własnej woli" przyjęła chrzest, ale widzom, którzy mogliby mieć z tym jakiś problem, "Korona królów" pokazuje złego Litwina niszczącego prapolski krzyż