Łukasz Warzecha masakruje #MeToo w "Do Rzeczy". A przynajmniej tak mu się wydaje [7 CYTATÓW]

Fot. Do Rzeczy / Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Lewacy znów wpadli w amok, a ich nową obsesją jest molestowanie - donosi tygodnik "Do Rzeczy". O akcji #MeToo i jej następstwach w artykule "Samiec twój wróg" napisał Łukasz Warzecha, a my wchłonęliśmy każde słowo jego mądrości. I w zasadzie mogliśmy zacytować cały tekst złotoustego pana Łukasza, ale ograniczyliśmy się do 7, które zrobiły na nas największe wrażenie.

Akcja #MeToo miała położyć kres niecnym praktykom wobec kobiet.

Świetne otwarcie artykułu, panie Łukaszu! Tak właśnie czuliśmy, że nie chodziło o pokazanie, jak powszechne jest molestowanie seksualne kobiet. One po prostu myślały, że napiszą hasztag i ono zniknie. Heh, głupie baby. Swoją drogą zwrot "niecne praktyki" wcześniej kojarzył mi się np. ze sprzedawaniem na Allegro wadliwego towaru jako sprawny, ale teraz widzę, że super pasuje też jako określenie gwałtu czy napastowania.

[Natassia Malthe] opowiedziała, że Weinstein po wręczeniu nagród Bafta w 2008 r. w Londynie "wdarł się" do jej hotelowego pokoju, po czym obnażył się i "zmusił" aktorkę do seksu. Każdy, kto w tej sprawie zachowuje jeszcze zdrowy rozsądek, zapyta: Jak Weinstein, siedzący na łóżku ze zdjętymi gaciami, mógł kogokolwiek "zmusić" do seksu.

No właśnie, jak to możliwe?! Czy kiedykolwiek na świecie zdarzyło się, żeby ktoś kogoś "zmusił" (w cudzysłowie!) do seksu? W dodatku nago? Nigdy! Doskonały popis logiki, panie Łukaszu.

Zresztą sama Malthe, opowiadając o sprawie nie używała słowa "gwałt", a jedynie "seks bez zgody".

A to, jak wszyscy wiedzą, są dwie zupełnie inne rzeczy. "Seks bez zgody" to seks z drugą osobą bez jej świadomej zgody, a gwałt to seks z drugą osobą bez... eee... no, gwałt po prostu. Zupełnie inne rzeczy.

Tyle, że gdyby zgody nie było, Norweżka powinna była po prostu wyrzucić producenta z pokoju, zadzwonić na pomoc lub policję, narobić hałasu. Nic takiego się nie stało.

Doskonale powiedziane, panie Łukaszu. Bo kto tu tak naprawdę jest winny: gwałciciel czy jego ofiara? Chyba wszyscy znamy odpowiedź. Trochę żałuję, że nie napisał pan tutaj czegoś w stylu "a gdyby miała broń palną...", ale i tak super.

Spójrzmy na definicje molestowania. Mamy tam np. kwestię "obraźliwych uwag dotyczących ciała lub seksualności". O tym, czy coś odbieramy jako obraźliwe, czy nie, decydujemy sami. Nie jest to żadne obiektywne kryterium, ale też od dawna na tym lewica opiera pokrętną politykę poprawności politycznej.

Cieszymy się, że tak przenikliwie obnaża pan skandaliczny lewacki pomysł: nie robić drugiej osobie tego, czego sobie nie życzy. W ogóle to lewactwo powinno się od nas - konserwatystów nauczyć dystansu, z jakim podchodzimy do rzeczy, które mogą nas obrazić, np. w kwestii uczuć religijnych.

Stąd prosta droga do paranoi, w której ramach nawet przepuszczenie kobiety w drzwiach może zostać odebrane jako obsceniczne, a każda rozmowa ze współpracowniczką powinna się odbywać w przeszklonym pomieszczeniu, pod obiektywem kamer, przy otwartych drzwiach i w obecności dwóch świadków.

Wyobraźmy sobie, że przed próbą zaproszenia znajomej na randkę musimy najpierw dać jej do podpisania oświadczenie, że zgadza się, abyśmy złożyli jej taką propozycję.

Cóż za sugestywna wizja dystopijnej przyszłości, brawo! Jeśli jeszcze nie pisze pan scenariuszy do "Black Mirror", to powinien pan zacząć.

Jeśli się jednak zastanowić, to może to nie jest takie złe? O ile skutki akcji ograniczą się do jej gorących zwolenników na lewicy. (...) Niech się sami wykańczają. Jednak niech trzymają się ze swoimi fobiami od normalnych ludzi.


Normalnych, stających w obronie gwałcicieli, winiących ofiary, ludzi.
No, w zasadzie to nie ludzi. Mężczyzn.

To jest ASZdziennik, ale Łukasz Warzecha naprawdę to napisał.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...