7 zdań, jakimi usprawiedliwisz słuchanie "Last Christmas" już w listopadzie

Fot. 123rf.com
Jak to robisz? Chowasz się za trybem prywatnym na Spotify? Używasz słuchawek, by nikt wokół się nie zorientował? Czekasz na chwilę prywatności i dopiero wtedy oddajesz się tej zakazanej przyjemności? A może masz w sobie na tyle odwagi, by robić to bez skrępowania na oczach wszystkich?

Nieważne jak i kiedy: oto 7 zdań, którymi wytłumaczysz się każdemu, kto nakryje cię na słuchaniu "Last Christmas" w listopadzie.

1. Popkultura lat 80. pokazana w "Stranger Things" to tylko zwykła kalka. Utrwalony lakierem puch fryzury George'a Michaela, marmur jego jeansów i rzucane przy kolacji stalowe spojrzenia w oczy mówią o realiach tej dekady więcej prawdy, niż całe dwa sezony serialu braci Duffer razem wzięte.

Wypunktuj podwójną moralność tych, którzy na Filmwebie dali "Stranger Things" 10/10, a krzywią się, gdy na Facebooku zaraz po zaduszkach dzielisz się dokumentalnym świadectwem Wham!. Tylko ignoranci tak łatwo kupują sentyment do Dig Duga i The Clash, a gardzą opowieścią o losach ślicznej, błyszczącej broszki. W przeciwieństwie do ataku demogorgona, to naprawdę mogło się wydarzyć.

2. Autoodtwarzanie YouTube'a jest naprawdę beznajdziejne. Od rana słucham b-side'ów Bjork i młodego farerskiego jazzu, więc nie wiem jakim cudem w kolejce znalazł się ten miałki, kiczowaty pop.

I na dodatek sam się zapętlił trzynaście razy.

3. Kalendarza nie oszukasz. Bliżej nam już do Bożego Narodzenia niż do odległego pierwszego dnia lata. Chcesz powiedzieć, że gdybym słuchał teraz słynnego wakacyjnego hitu "Wake Me Up Before You Go Go", wszystko byłoby OK?

Argumentum ad kalendarum. Z oficjalnego układu świąt w 2017 roku wynika, że wraz z początkiem listopada Polska weszła w strefę "Last Christmas" i pozostanie w niej co najmniej do 26 grudnia. Jeżeli ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości, to dalej niech kłóci się już z kalendarzem gregoriańskim.

4. Jakie "Last Christmas"? Myślałem, że to kamerka internetowa z Krupówek.

Puszysty śnieg, grupa bliskich przyjaciół, uroczy domek w górach i długie łańcuchy choinkowe. Każdy kto choć raz był w Zakopanem dałby się oszukać.

5. Może Bartek Chaciński się ze mną nie zgodzi, ale "Last Christmas" to naturalny łącznik między naiwnym "Careless Whisper" z 1984 roku a artystyczną woltą, jaką Michael wykonał na "Jesus to a Child" z pamiętnego albumu "Older". Posłuchajmy zatem raz jeszcze tego wyjątkowego nagrania.

Bożonarodzeniowa otoczka "Last Christmas" to tylko pretekst do opowiedzenia ważniejszej historii. Sentymentalny tekst "Last Christmas I gave you my heart, but the very next day you gave it away" musiał powstać, by Michael mógł pożegnać się z Wham! i wejść na kolejny etap swojej twórczości. Nie chodzi o dzwoneczki, śnieg i zapach igliwia. Chodzi o uczciwą znajomość jednej z największych ikon popu.

6. To nie tak jak myślisz, link wyglądal zupełnie niewinnie.

Myślałeś, że to "All I Want For Christmas Is You" Mariah Carey.

7. "Last Christmas" jest dla piosenki świątecznej niczym pierwszy "Terminator" dla fanów Schwarzeneggera, jest jak Meg Ryan dla komedii romantycznej, jak wyprzedaż crocsów dla Lidla, jak tofucznica dla weganina, jak 100-dniowy darmowy OFF Festival dla redakcji "Gazety Magnetofonowej", jak "Beverly Hills 902010" dla każdego kto urodził się przed 1989, jak Jarosław Kaczyński dla Beaty Szydło.

Więc to ja się pytam, czym usprawiedliwisz niesłuchanie "Last Christmas" w listopadzie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...