Dramatyczny apel kolegów zmęczonego 30-latka. 5 lat temu wyszedł z formy i do tej pory nie powrócił

flickr.com/photos/istolethetv
Szczupła budowa ciała, duch sportowej rywalizacji, zapał do pojedynków jeden na jeden w kosza i brak zadyszki po pokonaniu schodów na pierwsze piętro. Tak koledzy 33-letniego Aleksandra M. zapamiętali jego kondycję i formę, z której mężczyzna wyszedł pięć lat temu i do tej pory nie powrócił.

Ze wzruszającym apelem o szybki i bezpieczny powrót do aktywności fizycznej znajomi zdyszanego 33-latka zwrócili się po rozgrzewce, do jakiej doszło na jednej z hal sportowych na warszawskim Ursynowie.



– Nie wiem, czy czegoś sobie nie zwichnął – ocenił ze smutkiem znajomy Aleksandra, wpatrujący się pustym wzrokiem w leżące na nawierzchni akrylowej ledwo dyszące ciało 33-latka. – Może powinniśmy mu pomóc?

Ciężki oddech, wyłączone Endomodno, szybkie bicie serca, ucisk w gardle i ból mięśni, o których istnieniu całkowicie zapomniał. To tylko niektóre z niezabliźnionych ran, jakie pozostawiła po sobie zaginiona tężyzna, a o których boleśnie przypomniały jego kolegom dwa i pół okrążenia truchtem wokół boiska, jakie wykonał wycieńczony Aleksander.

– Pytaliśmy u dostawcy jego karty fitness – twierdzą koledzy 33-latka, który wciąż nie może złapać oddechu i zwija się w agonii na linii boiska po niespodziewanym ataku kolki. – Zawołali najstarszego pracownika w całej korporacji, a gdy ten tylko usłyszał nazwisko Olka, przerażony odpowiedział, żeby o tym wszystkim zapomnieć, kartę spalić, a popiół zakopać, po czym w panice uciekł do openspejsa.

– Mówię serio, może trzeba wołać lekarza? – było słychać odbijające się od ścian hali głosy zgromadzonych nad Aleksandrem kolegów, gdy ten wstał, otrzepał się i stwierdził, żeby wszyscy grali, a on w czasie pierwszej połowy chwilkę odsapnie.

To jest ASZdziennik. Wszelkie wydarzenia zostały zmyślone, ale cytaty są prawdziwe.

Autor: Łukasz Jadaś /@lukaszjadas
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...